Australijskie Stany | Melbourne. Dobre miejsce na wioskę

Wyjedź do Australii. Blog Moniki i Przemka, czyli Australia z perspektywy mieszkańca.RSS wpisów RSS komentarzy

Australijskie stany- archiwa kategorii

Erskine Falls

Tegoroczne, minione już, lato minęło w Australii (przynajmniej jej wschodniej częście) pod znakiem La Niña (hiszp. dziewczynka). Pod tą dziwną hiszpańską nazwą kryje się zjawisko klimatyczne objawiające się dużą wilgotnością w rejonie południowego Pacyfiku i zwiększoną częstotliwością cyklonów tropikalnych. Do nas do Melbourne cyklony szczęściem nie docierają, ale i tak było to już trzecie z kolei (i podobno ostatnie, ma zostać wkrótce zastąpione przez El Niño) mokre lato.

W jeden z takich dni na początku martca, kiedy to wielka chmura przyszła gdzieś od strony Sydney my akurat wybraliśmy się do Lorne (miasteczko na Great Ocean Road) na stanowe mistrzostwa nippersów (młodych ratowników morskich). W sobotę lało tak skutecznie, że zawody odwołano (odbyły się dzień później), a my mogliśmy sobie pojechać nad pobliski wodospad Erskine Falls, zobaczyć jak wygląda po deszczu. Wodospady w Wiktorii są bowiem o tej porze roku bardzo biedne, zwykle ledwie ciurkiem mały strumyczek leci. W tym roku jednak wygląda to nieźle, Niagara ani Iguazu to nie jest, ale zawsze przyjemnie oko zawiesić.

Jakby kto przejeżdżał kiedyś słynną Great Ocean Road to polecam mały skok w bok do wodospadu Erskine Falls w Lorne.

Erskine Falls, Great Ocean Road, Wiktoria, Australia

Górny punkt widokowy, wodospad za drzewami Czytaj dalej »

Komentarze (4)

Mallacoota i pelikany

Mallacoota to niewielkie miasteczko na wschodnim krańcu Wiktorii. Daleko od wszystkiego, otoczone lasem, oceanem, z cudownie malowniczą zatoką i dzikim Croajingolong National Park. Miejsce jak z bajki.

My byliśmy tam już drugi raz i znów tylko na krótko, przejazdem. Obiecałem sobie, że za trzecim razem przyjedziemy przynajmniej na kilka dni.

Tymczasem daję tylko kilka zdjęć tamtejszych pelikanów. Zdjęcia zrobione w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 2011 r.

pelikany, Mallacoota, Australia

rybacki stół do krojenia ryb;
ptaszyska czekają na kąsek i wiedzą, że coś im skapnie

pelikany, Mallacoota, Australia

pelikan to potężny ptak

pelikan, Mallacoota, Australia

Komentarze (6)

W kraterze wulkanu. Tower Hill.

Aktywnych wulkanów w Australii nie ma. Jednak historię aktywności wulkanicznej ten kraj ma przebogatą, wygasłych wulkanów jest bez liku w każdej części kraju. Część z nieaktywnych wulkanów zostawiła po sobie nawet przepiękne kratery.

Takim miejscem jest rezerwat Tower Hill niedaleko Warrnambool, oczywiście w stanie Wiktoria.

Jadąc tam byliśmy przygotowani na spotkanie z dziką zwierzyną, ale szczerze mówiąc spodziewałem się paru kangurów i mnóstwa ptaszków. I rzeczywiście, były ptaszki:

emu, Tower Hill, Wiktoria, Australia

Czy te emu są naprawdę dzikie? Przyzwyczajone do obecności turystów piknikujących wewnątrz krateru chodzą sobie swobodnie między ludźmi i żebrają o jedzenie.

emu, Tower Hill, Wiktoria, Australia Czytaj dalej »

Komentarze (2)

Warrnambool

W poprzednim wpisie wymknęło mi się, że „Bay of Islands” położona jest na samym końcu Great Ocean Road. Jakże subiektywne to spojrzenie. Oto przecież Wspaniała Droga Oceaniczna, podobnie jak każdy kij, ma dwa końce. Który z nich jest pierwszy? Niemal 99% turystów zaczyna zwiedzanie od strony Melbourne (ten 1% zostawiam na jadących od strony Adelajdy). Tymczasem drugi początek droga ma w Warrnambool…

Warrnambool leży 260km na zachód od najlepszego (jak wiadomo) z miast i w przeciwieństwie do reszty Wiktorii ma początki nie związane ani z hodowlą owiec, ani ze złotem, ale z wielorybami.

Gatunkiem waleni odwiedzającym chłodne wody Oceanu Południowego (lub Indyjskiego, zależy jak spojrzeć) jest wieloryb biskajski południowy (ang. „southern right whale”). Angielska nazwa jest wyjaśnia dużo więcej niż polska. Wieloryb jest „right”, czyli „właściwy”, ponieważ idealnie nadaje się do połowów: jest przyjacielski, podpływa chętnie do okrętów, przebywa niedaleko brzegu, a zabity wypływa na powierzchnię morza. Nazwę tę nadano pierwotnie wielorybowi z północnego Atlantyku, który kiedyś był nawet naprawdę „biskajski”, ale tak skutecznie na niego polowano, że jest obecnie gatunkiem na krawędzi wymarcia.

Wieloryba biskajskiego południowego spotkał ten sam los (też był „właściwy”) i obecnie jest on również gatunkiem rzadkim. Tym niemniej wciąż zimą do Warrnambool przypływają wieloryby, by tutaj urodzić i odchować młode.

Tymczasem do zimy jeszcze daleko, więc wielorybów wcale nie zobaczyliśmy. Latem Warrnambool przemienia się w kurort wypoczynkowy, a w długi weekend styczniowy swoje zawody na szerokiej Lady Bay Beach mieli tam nippersi z całej Wiktorii. Ponieważ nasze dzieci też biorą udział w tej zabawie, więc i my zawitaliśmy w te piękne okolice.

Tradycyjnie zapraszam na fotograficzny reportaż z Warrnambool.

Nippers, Warrnambool, Wiktoria, Australia

nippersi szykują się do ataku na fale

Czytaj dalej »

Komentarze (5)

Zatoka Wysp na zakończenie Great Ocean Road

W Polsce podobno zimno, więc przesyłam Wam kilka słonecznych zdjęć na rozgrzewkę. Zdjęcia zrobiłem na ostatnich punktach widokowych na Great Ocean Road: Bay of Islands oraz The Grotto, położonych w Port Campbell National Park, niedaleko miasteczka Peterborough w stanie Wiktoria. Miejsce jest o tyle ciekawe, że stosunkowo najrzadziej odwiedzane: większość wycieczek zawraca do Melbourne w Port Campbell. Nam dotarcie do tego miejsca zajęło 7 lat. Ale było warto, bo szczęka opada.

Bay of Islands, Great Ocean Road, Wiktoria, Australia

Bay of Islands

Bay of Islands, Great Ocean Road, Wiktoria, Australia Czytaj dalej »

Komentarze (6)

Szafirowe Wybrzeże (2). Spojrzenie od zaplecza

Jesteśmy wciąż (myślami) na Szafirowym Wybrzeżu

Nad Pacyfikiem ludzie smażą  się na plażach i moczą tyłki w zimnej szafirowej wodzie (temperatura otwartego oceanu w Merimbuli w tym roku: 17 st.C!!!), a my zerknijmy parę kilometrów wgłąb lądu. Z jednej strony można tu trochę odetchnąć od tłumów, a z drugiej strony temperatura rośnie o kilka stopni pomimo, że jedziemy w góry.

Wielkie Góry Wododziałowe. Wielkie one są tylko w poziomym wymiarze, bo ciągną się przez 3,5 tys. km wzdłuż całego wschodniego wybrzeża, od Cieśniny Torresa na samym czubku stanu Queensland do przepięknych wiktoriańskich Gór Grampians.

W pionie góry osiągają znacznie mniejsze rozmiary, a w okolicach Szafirowego Wybrzeża szczyty trochę przekraczają wysokość 1000 m.npm.

Zanim wjedziemy w góry to wrzucam kilka fotek z małego miasteczka o nazwie Candelo. Dużo więcej niż to co widać (oraz placu zabaw) tam nie było.

poczta, Candelo, NSW, Australia

Candelo, NSW, Australia

Czytaj dalej »

1 komentarz

Szafirowe Wybrzeże (1)

Australia słynie z kopalni kamieni szlachetnych. Najbardziej znanymi są chyba opale, ale i szafirów wydobywa się na antypodach niemało. Niewiele to jednak ma wspólnego z Szafirowym Wybrzeżem (ang. Sapphire Coast) gdzie kopalni szafirów nie ma wcale, ale do którego zabieram Was dzisiaj. Nazwa jest czysto marketingowa i ma odzwierciedlać niebieski kolor wód Pacyfiku, nad którym położona jest ta część Nowej Południowej Walii, granicząca ze stanem Wiktoria.

Położenie Szafirowego Wybrzeża, około 500 km zarówno od Sydney jak i od Melbourne (i tylko 240km z Canberry, patrz mapka z prawej strony) powoduje,  że w sezonie wakacyjnym na ulicach Merimbuli czy Edenu spotkać można samochody z 3 australijskich stanów i prawie żadnych zagranicznych turystów, gdyż jakkolwiek nie wydawałaby się ta okolica atrakcyjna, to daleko stąd do sztandarowych australijskich wabików turystycznych.

To była nasza druga wyprawa w tamten rejon i tym razem postanowiliśmy przywitać Nowy Rok na Szafirowym Wybrzeżu.

Czy jest wśród naszych czytelników ktoś kto pamięta kiedy poprzednio pisałem o tej okolicy?

Zapraszam na pierwszą część fotograficznej podróży po Szafirowym Wybrzeżu. Dzisiaj na cel obiektywu bierzemy sobie plaże.

Bałwany w Australii

Rodzina australijskich bałwanków plażowych

Czytaj dalej »

Komentarze (3)

Portland – miejsce narodzin Wiktorii

Portland to miasteczko położone w zachodniej części stanu Wiktoria (proszę zerknąć na mapkę, która powinna wyświetlić się w prawej kolumnie strony). Historycznie jest to bardzo ważne miejsce, bowiem tutaj zaczęła się w 1834 roku kolonizacja stanu Wiktoria, a miasto jest starsze niż jej stolica, Melbourne.

Portland, Wiktoria, Australia

Portland należy do tego rodzaju miejsc, jakie ostatnio lubię w Australii najbardziej: zagranicznych turystów tutaj nie uświadczysz, bo rzadko który przewodnik wspomina o istnieniu tego miasta, a jeśli już to tylko małym druczkiem. Nawet lokalnych odwiedzających nie jest zbyt wielu, a i imigranci nie rzucają się nadmiernie w oczy. W miejscowym kościółku zostaliśmy z mety wypatrzeni przez autochtonów* jako osoby spoza parafii. Podeszła do nas starsza pani, zwyczajnie żeby zapytać skąd jesteśmy i co tu robimy. Ona, jak mówiła, mieszka w Portland już 40 lat, więc jest „prawie tubylcem”.

armata na Ruskich, Portland, Wiktoria, Australia

na zdjęciu armata na Ruskich w Portland
To nie żaden żart, to JEST armata na Ruskich. Jak tu nie kochać Australii?

Życie w takich małych australijskich miasteczkach mnie nieustannie fascynuje (co nie znaczy, że chciałbym tam zamieszkać). Jedna główna uliczka handlowa, przy niej 2 supermarkety, szpital, 3 hotele (puby), siedziba rady hrabstwa, 4 kościoły różnych wyznań, szkoła, kilka sklepów i restauracji i to już prawie wszystko. Resztę stanowią dzielnice mieszkalne oraz szereg hoteli/pensjonatów, często ulokowanych w starych, przepięknych XIX-wiecznych domach (z czego sami chętnie skorzystaliśmy).
Miasto zamieszkałe przez niecałe 10 tys. osób jest siedzibą hrabstwa (odpowiednika polskiej gminy)  powierzchnią przekraczającego połowę województwa świętokrzyskiego. Krótko mówiąc: daleko od świata, cisza, spokój, a psy szczekają d…pami.

Portland, Wiktoria, Australia

Przy tym wszystkim zachowane są wszystkie atrybuty cywilizacji: policja wlepia mandaty za złe parkowanie i przekroczenie prędkości o 5 km/h, domki ładne (przy każdym zaparkowany wielki Holden lub Ford), podwórka zadbane. Jest nawet kryty basen i obowiązkowe boisko do footy/krykieta (w zależności od pory roku).

 

Portland, Wiktoria, Australia

Co robią ludzie w takim miejscu? Otóż o dziwo jest tutaj zlokalizowana huta aluminium! Oprócz tego, że daje ona pracę kilkuset mieszkańcom miasta to fatalnie psuje krajobraz portu hałdami boksytu i urządzeń do jego transportu. Dla mnie, osoby wychowanej w sąsiedztwie legendarnej polskiej huty aluminium, przez lata całe słynącej z emisji fluoru, któremu całe moje pokolenie zawdzięcza słabsze kości, sprawa jest nader interesująca. Okazuje się jednak, że australijska huta, wybudowana w latach 80-tych XX w., nie emituje nadmiernie tego szkodliwego fluoru. Konsumuje za to ogromne ilości energii elektrycznej (razem z drugą hutą z Geelongu pobiera ok. 30% całej stanowej konsumpcji prądu) i z tego powodu uznawana jest przez wszelkiej maści zielonych, zielonkawych i innych wyznawców klimatyzmu za głównego truciciela w Wiktorii.

Portland, Wiktoria, Australia

Prąd do huty w lwiej części dostarczany jest przez elektrownie węgla brunatnego z Gippsland, ale w pewnej części również ze źródeł odnawialnych, czyli wiatraków. W pobliżu Portland zlokalizowana jest bowiem ogromna farma wiatrowa (wind farm). Z tą farmą też jest ciekawa sprawa polityczna. Otóż tak samo jak zieloni nie cierpią elektrowni węglowych, tak liberałowie nie lubią wiatraków stawianych w parkach narodowych. Ja ten punkt widzenia w dużej mierze podzielam, bo krajobraz szpeci to strasznie. Jak rozwiązać ten spór? Liberalny rząd Wiktorii znalazł rozwiązanie szybko: nowe wiatraki wolno stawiać tylko z daleka od parków narodowych.

W czym więc problem? Otóż w tym, że większość wybrzeża to parki, a zgadnijcie gdzie najmocniej wieje wiatr? Właśnie. Można więc się spodziewać, że reguły znów ulegną zmianie po kolejnym przesileniu politycznym w naszym pięknym stanie i pewnego dnia zobaczymy śliczny wiatrak na tle Mount Oberon lub któregoś z Apostołów (tam zawsze mocno wieje).

wiatraki, Portland, Wiktoria, Australia

My tymczasem obeszliśmy pieszo okoliczne parki, a ja starałem się usilnie zrobić parę zdjęć bez udziału wiatraków. Poniżej zauważycie, że w niektórych przypadkach to się udało.

Czytaj dalej »

Komentarze (12)

Diamentowa Zatoka

Lato u nas w pełni (chociaż znów zimne), a ja tymczasem wracam do wspomnień z wiosny. Poniżej kilka migawek z Półwyspu Mornington i odwiedzonej przez nas jeszcze w październiku Diamentowej Zatoki (ang. Diamond Bay, mapka tutaj), którą widzieliśmy zresztą po raz pierwszy.

Diamond Bay, Mornington Peninsula, Wiktoria, Australia

Bay of Islands, Mornington Peninsula, Wiktoria, Australia

Zatoka Wysp (Bay of Islands)

Czytaj dalej »

Komentarze (5)

Spacerując po botaniku (2)

Jak się żyje w końcu sierpnia w Melbourne? Znakomicie i to całkiem musowo. Oto niestrudzony Economist Intelligence Unit przygotował kolejną wersję swojego raportu nt. miast najlepszych do życia. Wynik? Tadam! Melbourne otwiera stawkę.
W ogóle Australia wypadła nieźle. W pierwszej dziesiątce jest jeszcze Sydney (6) i Perth oraz Adelajda (8 ex aequo). Brisbane podobno na miejscu 21. Nie wiem, na którym miejscu jest Warszawa, bo EIU nie udostępnia za darmo całego raportu i ja czytałem tylko wycinki publikowane w mediach…

EIU opublikował swój raport dokładnie 30 sierpnia, więc w „Melbourne Day”, czyli 176 rocznicę założenia miasta (a raczej wioski, miasto przyszło później z rozkazu z Sydney).

W takim oto podniosłym dniu wybrałem się na kolejny spacer do naszego botanika. Poprzednia relacja z botanika była robiona głęboką zimą. Teraz mamy przedwiośnie, chociaż formalnie dzisiaj jest ostatni dzień zimy. Zapraszam.

Wilczomlecz ozdobnyWilczomlecz ozdobny
CameliaSezon na camelie powoli się kończy

Czytaj dalej »

Komentarze (10)

« Wcześniejsze wpisy

  • RSS
  • Newsletter
  • Facebook

Switch to our mobile site