Zatoka Półksiężyca

Half Moon Bay, Black Rock, Melbourne, tydzień temu
Wyjedź do Australii. Blog Moniki i Przemka, czyli Australia z perspektywy mieszkańca.RSS wpisów RSS komentarzy
Wielki Piątek (Good Friday) jest w Australii publicznym świętem. Zamknięte są nawet całodobowe supermarkety.
Można sobie więc pozwolić na domowe wypieki. Palce lizać. Postnie oczywiście.

Dzisiaj druga część mojego subiektywnego przewodnika po Melbourne. Napiszę o miejscach, gdzie nie dociera komunikacja publiczna, a które zobaczyć po prostu należy.
1. Point Nepean – Mornington Peninsula
Półwysep Mornington śmiało może uchodzić za jedno z najbardziej malowniczych miejsc w całej Australii. Z całą pewnością też jest odrobinę niedoceniony przez turystów walących tłumem na Great Ocean Road i Phillip Island. Za to mieszkańcy Melbourne uwielbiają Półwysep Mornington i w letnie weekendy skutecznie korkują drogi dojazdowe do tamtejszych atrakcji.
Na mojej liście Półwysep Mornington zajmuje 5 pozycji w tym 3 pierwsze.

Point Nepean, muszę pojechać jeszcze raz i zrobić zdjęcie przy lepszej pogodzie
Point Nepean jest to sama końcówka półwyspu, miejsce przez wiele lat zajmowane przez wojsko, jako że miejscowe wzgórza były dobrym punktem obrony artyleryjskiej wejścia do zatoki Port Phillip. Rzekomo pierwsze brytyjskie strzały podczas I wojny światowej oddano właśnie z armat ustawionych na Point Nepean.
Dzisiaj stary fort mogą zwiedzać turyści, a z okolicznych wzgórz rozciąga się cudowny widok jednocześnie na zatokę i ocean.
Samochodem dojeżdża się do Portsea i zostawia go na parkingu. Dalej spacer pieszo lub dojazd mini-kolejką turystyczną.

Continental Hotel, Sorrento
2. Sorrento (Mornington Peninsula) Czytaj dalej »
W najbliższą noc wracamy do czasu zimowego (czyli wschodnioaustralijskiego). Na tę okoliczność krótka czytanka:
„(…)
- A cóż w tym niejasnego? Jest defilada na Placu Czerwonym. W każdym szeregu po dwudziestu ludzi. W każdym sektorze dziesięć szeregów, dwustu ludzi. Tych sektorów jest po horyzont. Maszerują równo, aż miło popatrzeć. Każdy żołnierz przez okrągły rok wyciskał z siebie siódme poty, szkoląc się na defiladę. I to nie tylko w Moskwie, ale wszędzie. Pytanie: czy wyrzucanie wyprostowanych nóg powyżej pasa, wypinanie piersi i zadzieranie brody powyżej nosa przydatne jest na wypadek działań wojennych? Po co tracić czas na ćwiczenie kroku defiladowego?
Odpowiedź: po to, żeby zmusić tysiące ludzi do reagowania w sposób bezrefleksyjny, przyzwyczaić ich do słuchania rozkazów, a nie zdrowego rozsądku.
- Trudno się nie zgodzić.
- Dobrze. W takim razie trzeba podobne ćwiczenia zastosować wobec setek milionów obywateli.
- Zmusić obywateli, żeby maszerowali krokiem defiladowym?
- Niekoniecznie. Mam na myśli treść, nie formę. Najważniejsze, żeby te ćwiczenia były absurdalne i żeby równocześnie dotyczyły setek milionów ludzi. Najlepiej zmusić ich do wykonywania jakiegoś kretynizmu. Regularnie.
- Masz przykłady takich kretynizmów?
- Można na przykład zmusić całą ludzkość, żeby dwa razy w roku przestawiała wskazówki zegarów.
- Czym to uzasadnić?
- Oszczędnością energii.
- To prawda?
- Skądże znowu! Najważniejszym odbiorcą energii elektrycznej są fabryki. Na drugim miejscu są środki transportu. Przesuniemy wskazówki, czy nie przesuniemy - i tak ilość zużywanej energii nie ulegnie zmianie. Poważnym odbiorcą są kopalnie węgla. Tam zawsze jest ciemno. Albo oświetlenie ulic. Światło włącza się kiedy jest ciemno, a wyłącza kiedy jest jasno. Co zmieni przestawienie wskazówek?
- Część energii wykorzystują ludzie w swoich mieszkaniach…
- Słusznie. Niecały jeden procent. Ale w ramach tego procentu też nie wszystko idzie na oświetlenie. Niebawem nadejdą takie czasy, że ludzie będą mieć elektryczne żelazka, elektryczne maszynki do mielenia mięsa, telefony na prąd, radia, elektryczne kino domowe. Możesz kręcić wskazówkami zegara w każdą stronę i nie wpłynie to w żaden sposób na zużycie energii. Zresztą z oświetleniem mieszkań to wygląda podobnie: latem i tak jest widno i nie ma znaczenia, czy wstajesz o piątej, czy o dziesiątej. Z kolei zimowym rankiem i tak jest ciemno i nie obejdzie się bez oświetlenia. Nieważne, czy jest godzinę wcześniej, czy później.
- Zatem uważasz, że nie będzie żadnego pożytku z przestawiania zegarów?
- Będą tylko kłopoty. Masa kłopotów.
- I nikt nie będzie oponować?
- Tłum nie potrafi myśleć. Tłum przyjmie to jako coś naturalnego. Sam będzie sobie przysparzać nowych problemów. Jeśli tylko narzucimy ludzkości z dziesięć takich idiotycznych zachowań, jeśli sprawimy, że wszyscy podporządkują się bez zastrzeżeń, wtedy zawładniemy światem.
Wiktor Suworow, „Wybór”.
To już ostatnia notka na temat minionych wakacji. W planach już kolejne, więc należy przeszłość odłożyć do lamusa. Poniżej i w linku z lewej strony dostępna jest galeria zdjęć z Nowej Zelandii z krótkimi opisami. Obejrzałem sobie je ponownie i stwierdzam, że Wyspa Północna (bo na niej tylko byliśmy) jest piękna.
Miłego oglądania. Przewija się strzałką pod zdjęciem.