Kategorie
Tymczasem w Australii

Pali się. Pożary w Australii.

Pożary lasów w Australii trafiły znów na nagłówki serwisów informacyjnych. Przy okazji w mediach, głównie społecznościowych, pojawia się cała masa zupełnie bzdurnych informacji. Pora kilka kwestii wyjaśnić.

Pożary lasów w Australii trafiły znów na nagłówki serwisów informacyjnych. Przy okazji w mediach, głównie społecznościowych, pojawia się cała masa zupełnie bzdurnych informacji. Pora kilka kwestii wyjaśnić.

Czy Melbourne jest bezpieczne?

W tej chwili tak. Busz pali się we wschodniej części regionu Gippsland, co najmniej 300 km od Melbourne. Do Melbourne dociera co jakiś czas chmura dymu. Wtedy śmierdzi w mieście spalenizną, ludzie zamykają okna (chciałbym napisać: szczelnie, ale to niemożliwe; domy w Australii są tak kiepskie, że nic nie jest szczelne) i unikają aktywności na zewnątrz.

Czy w przyszłości Melbourne będzie bezpieczne?

Tego nikt nie może zagwarantować. Niektóre peryferyjne dzielnice miasta są położone praktycznie w lesie. Gdybym mieszkał np. w Belgrave, to czułbym się każdego prawie roku co najmniej nieswojo. To samo dotyczy innych miast, np. Sydney. Myślę wręcz, że to tylko kwestia czasu, aż taki pożar wybuchnie na przedmieściach i złamie kolejną psychologiczną barierę.
Co gorsza, nawet w dzielnicach wewnętrznych ryzyko jest duże. Od kiedy samorządy odchodzą od sadzenia przy ulicach europejskich drzew, zamieniając je na rodzime, niektóre łatwopalne, gatunki, ryzyko jest całkiem duże.

Czy należy zrezygnować z wakacji w Australii?

Nie ma żadnych podstaw do podejmowania takich decyzji. Pomimo ogromnej skali, pożary zajmują wciąż tylko niewielką część Australii. W najgorszym przypadku należy zmienić trasę podróży tak, aby ominąć zagrożone miejsca. W tej chwili dotyczy to trasy nad oceanem z Sydney do Melbourne. Ale już lokalizacje bliższe Melbourne (np. Wilsons Promontory czy Phillip Island) są jak najbardziej bezpieczne i prawdopodobnie mniej zatłoczone niż zwykle.
Zawsze warto jednak zachować rozsądek i zrezygnować z wyjazdu w gęsty las w temperaturze powyżej 35 stopni. W takiej sytuacji ogłaszany jest zwykle tzw. „Total Fire Ban” (całkowity zakaz używania ognia na zewnątrz – dotyczy to również ogródkowych grilli i kosiarek) i trudno to przeoczyć.

Czy można się spodziewać zakazu wjazdu do Australii ze względu na sytuację pożarową?

Takie pytanie jest chyba tylko wynikiem paniki wywołanej przez uwielbiające sensacje media. Wierzcie, że życie w Australii toczy się normalnie, ludzie chodzą do pracy, dzieci mają wakacje, samoloty startują i lądują. Może się zdarzyć, że jakieś lotnisko będzie czasowo zamknięte z powodu zadymienia. Tyle, że to się również zdarza np. w przypadku mgły i nigdy nie skutkuje „zakazem wjazdu” do Australii, ale przekierowaniem samolotu na inne bezpieczne lotnisko.

Czy to pierwszy raz gdy Melbourne jest zadymione?

Nie. Dzieje się to prawie zawsze, gdy są pożary buszu. Nie liczyłem, ale to co najmniej trzeci lub czwarty raz w ciągu ostatnich 15 lat.

Czy my jesteśmy bezpieczni?

W tej chwili tak, bo jesteśmy w Melbourne. Jednak dokładnie rok temu, w tym samym czasie, byliśmy w Mallacoocie. To miasteczko, absulutna perełka, nasz wakacyjny cud, zostało częściowo spalone. Prawdopodobnie w następnym sezonie to będzie najbezpieczniejsze miejsce w Australii, więc raczej tam wrócimy.

Czy to największe pożary w historii Australii?

Nie.
Pod względem liczby ofiar najgorsze były pożary w 2009 roku (Czarna Sobota). Za to w sezonie 1974/75 spaleniu uległo ponad 100 mln ha, czyli jakieś 15% powierzchni kontynentu (obszar trzy razy większy od Polski). Dla porównania obecnie to ok. 5 mln ha (ale sezon wciąż trwa).
Australia płonęła od zawsze. Już kapitan James Cook podczas swojej podróży nazwał ją krainą ognia. To samo wspominali praktycznie wszyscy wcześni podróżnicy.

Czy ostatnio pożary buszu zdarzają się częściej niż kiedyś?

To jest świetne pytanie. Chciałbym zobaczyć jakieś wiarygodne dane. Mówi się często, że tak, ale raczej to jest oparte na osobistych wrażeniach niż na rzeczowych podstawach. Na pewno w okolicach Melbourne nie było dużych pożarów buszu od tragicznych wydarzeń z 2009 roku

Lake Tekapo - niebo zasnute dymem z australijskich pożarów
Zdjęcie jeziora Tekapo w Nowej Zelandii.
1 stycznia 2020 r. dotarł tam dym z australijskich pożarów i zepsuł widoki.
Normalnie za tym jeziorem widać przepiękne góry.

Dlaczego pożary w Australii są groźniejsze niż te w Kalifornii czy na Syberii?

Winne są eukaliptusy. One się nie palą, one wybuchają. Jeśli do tego dodamy silny wiatr i setki kilometrów lasu to efekt jest jaki widzimy.
Australijskie lasy są zdominowane przez eukaliptusy. Inne rodzime rośliny nie są aż tak bardzo łatwopalne.
Winni są też częściowo ludzie. W Wiktorii wycięto większość najwyższych drzew (eukaliptusy królewskie przekraczały 100 m wysokości – dzisiaj nie ma w Wiktorii ani jednego drzewa tej wysokości). To spowodowało większy przyrost podszycia w lesie i tym samym więcej jest paliwa dla ognia.

Czy strażacy mogą ugasić te pożary?

Pożarów buszu w Australii się nie gasi, ogień jest zbyt intensywny. Strażacy próbują pożar kontrolować tak, aby nie przeniósł się dalej i nie zagroził ludziom.
Pożar może być wygaszony przez deszcz, albo musi się dopalić.
Las regeneruje się bardzo szybko, pokazywałem to już kiedyś.

Czy nadmierna hodowla bydła powoduje większe zagrożenie pożarami?

Wręcz przeciwnie. Hodowla bydła i owiec powoduje wycinkę lasu i zmniejszenie ilości paliwa. Wpływ na środowisko jest może dyskusyjny, ale z pewnością hodowla bydła zmniejsza ryzyko pożarów buszu.

(autorem zdjęcia z Mallacooty jest mój kolega z pracy, Mike, który wciąż przebywa w odciętej od świata Mallacoocie)

Dodaj komentarz: