Antypody.info
Australia, Melbourne: Blog Moniki i Przemka

Woda dla miasta

W zamierzchłych początkach naszego bloga relacjonowałem kilkakrotnie wydarzenia z serii „woda dla Melbourne”. Uważna czytelniczka Asia znalazła jeden wpis na ten temat, a ja sam odszukałem drugi i trzeci. Ostatni pochodzi z roku 2008, po czym temat umarł.

Co takiego się stało, że tak zajmujący i pełen zwrotów akcji serial zdjęto z anteny? Ano, zaczęło padać…

Ale po kolei.

Skąd się bierze pitna woda w Melbourne? Z rzeki-smródki Yarry pić się nie da. Kiedyś pito, co prowadziło do częstych epidemii tyfusu. Wody gruntowe są kiepskie, też nie da się ich pić. Słodka woda (deszczówka) jest więc zbierana w górach, gdzie płynie jeszcze czysta, i zatrzymywana przez tamy w ogromnych sztucznych jeziorach. Takich jezior jest w Melbourne 10 i mają łącznie pojemność 1,8 mln ML, z czego jedno największe jezioro, Thomson Dam, może pomieścić ponad 1 mln ML, więc ponad połowę całych zasobów wody.

Pierwsza dekada XXI wieku była bardzo sucha. Zbiorniki powoli wysychały, deszczu padało mało i miastu w oczy zaczęła zaglądać panika. Punkt minimum został osiągnięty w czerwcu 2009 roku, gdy stan zbiorników wyniósł 25.9% (jeśli ktoś ma ochotę to szczegółowe dane dostępne są na stronie: melbournewater.com.au).

Walczyć z suszą zaczęto na kilka sposobów.

Pierwsza sprawa to ograniczenie zużycia wody. W 2007 roku relacjonowałem, że woda kosztuje 90 centów za kubik, co było tanio jak barszcz. Nikt się z zużyciem wody nie liczył, podlewano z węża nie tylko trawniki, ale również betonowe chodniki oraz myto samochody. Wysychające zbiorniki zmusiły jednak rząd do wprowadzenia kolejnych poziomów restrykcji na zużycie wody. W 2009 roku restrykcje zakazywały już:

  • podlewania ogródka częściej niż co drugi dzień i tylko przez jedną wyznaczoną godzinę,
  • podlewania trawnika w ogóle,
  • mycia samochodów z węża,
  • napełniania basenów.

Ważniejsze jednak wydawało się pytanie: jak zapewnić więcej wody dla miasta.

Po pierwsze zbudowano więc rurociąg, który podkrada wodę z jeziora Eildon. Tak to przynajmniej widzą wiktoriańscy rolnicy. Jezioro Eildon jest ogromne, ale woda w nim zgromadzona miała być wsparciem dla rolnictwa i jest częścią systemu zlewni Goulburn-Murray, a nie ratować ogródki mieszczuchów w Melbourne. Rurociąg zbudowano, ale był to tylko półśrodek, bowiem w 2009 roku wody w Eildon było raptem 12% i wlot rury prowadzącej do Melbourne było sporo wyżej niż tafla jeziora…

Co więc pozostało? Zbudować odsalarnię wody morskiej. Wody w oceanie jest pod dostatkiem, jednak proces odwróconej osmozy jest bardzo energochłonny. Wiktoria posiada jednak ogromne złoża węgla brunatnego, które postanowiono wykorzystać do zasilania odsalarni (zapominając na chwilę o emisji dwutlenku węgla z tym związanej).

Odsalarnia powstała ostatecznie w miejscowości Wonthaggi w południowym Gippsland. Budowa zamiast planowanych 2,9 mld $ kosztowała 5,7 mld. Odsalarnia może dostarczyć około 30% zapotrzebowania na wodę dla miasta Melbourne (150 GL rocznie). Może, ale nie dostarcza, bowiem od razu po uruchomieniu ją… zamknięto.

Może nie do końca zamknięto, ale zawieszono jej funkcjonowanie. W Melbourne zaczęło bowiem padać i w chwili gdy piszę te słowa (grudzień 2014) zbiorniki wody deszczowej wypełnione są w 78%. Zniesiono wszystkie restrykcje, wolno podlewać ogródki i trawniki, wolno napełniać baseny.

Woda tymczasem kosztuje już 2,5 dolara za m3. Z czegoś trzeba przecież za budowę i utrzymanie odsalarni zapłacić.

Tymczasem jednak lato znów ma być gorące i suche. Kto wie, może doczekamy w końcu uruchomienia produkcji wody w Wonthaggi. W każdym razie wyczerpanie zapasów wody nam nie grozi.

Poniżej kilka zdjęć zrobionych wiktoriańskim zbiornikom wody pitnej:

Maroondah DamMaroondah Dam niedaleko Healesville

Upper Yarra Reservoir

Upper Yarra ReservoirCardinia Resevoir

Cardinia Reservoir

Jezioro Eildon, Wiktoria, styczeń 2011

Lake Eildon

1 Komentarz

  1. 15/04/2015    

    Z zachwytem oglądam zdjecia. Dziękuję za to piękno. Pozdrawiam

Dodaj komentarz: