Ptakiem być…

Ptakiem być…

Można wtedy oglądać cuda

Melbourne z lotu ptaka: Flemington Racecourse

Tor wyścigowy Flemington

Z prawej strony widać parking zapełniony odwiedzającymi Royal Melbourne Show

Melbourne z lotu ptaka: DocklandsMelbourne Docklands

Na pierwszym planie most Bolte (nim się jedzie z lotniska do centrum). Dalej po lewej Victoria Harbour, to miejsce wciąż się rozbudowuje, na wolnym placu blisko mostu ma powstać park. Po prawej stronie rzeka Yarra. Dalej widać City, a daleko w tle wzgórza Dandenong Ranges.

Melbourne z lotu ptaka: Port Melbourne
Port Melbourne

Bardzo lubimy to miejsce. Ten stateczek to prom „Spirit of Tasmania”. Dalej po lewej kolejne plaże (Port Melbourne, South Melbourne), a potem molo na St Kildzie. Do niego jeszcze wrócę w dalszej części tego artykułu.

Melbourne z lotu ptaka: Williamstown
Williamstown

         Kolejne z naszych ulubionych miejsc w Melbourne. Na pierwszym planie przystań jachtów. Dalej port w Williamstown, a w rogu okręty w drodze z i do portu w Melbourne.

Melbourne z lotu ptaka: Williamstown
Williamstown ponownie

Tym razem inne ujęcie. Ślicznie tutaj widać po lewej stronie plażę Williamstown.

Melbourne z lotu ptaka: Point CookPoint Cook

Bardzo typowe australijskie osiedle-sypialnia, labirynt domków tak podobnych do siebie, że każda ulica wydaj się wyglądać tak samo.

Melbourne z lotu ptaka: Sanctuary Lakes
Sanctuary Lakes

Kolejna sypialnia, tym razem trochę mniej typowa

Melbourne z lotu ptaka: St KildaSt Kilda

Na pierwszym planie falochron, na którym żyje kolonia pingwinów. Kultową kawiarenkę na molo ledwie widać. Jeśli się dobrze wpatrzeć można znaleźć również Luna Park.

Melbourne z lotu ptaka: MCG
Melbourne Cricket Ground

Kultowy stadion o pojemności 100 tys. widzów. Tyle zapewne zasiądzie na trybunach w najbliższą sobotę, aby obejrzeć finał ligi futbolu australijskiego.

Melbourne z lotu ptaka: MCG
MCG i Melbourne Park

Jeszcze raz stadion MCG, tym razem z widocznymi obok obiektami Melbourne Park, służącymi w styczniu jako miejsce rozgrywania turnieju Australian Open. Te niebieskie plamki to korty boczne, dwa duże stadiony z zasuniętymi dachami to Rod Laver Arena oraz Hisense Area. Widać też odnowioną i zadaszoną również Margaret Court Arena.

Melbourne z lotu ptaka: Albert Park
Albert Park

W marcu zamieniany na tor Formuły 1.  Przez pozostałą część roku miejsce na spacery oraz jogging. W prawym dolnym rogu odnowiony niedawno Lakeside Stadium, stadion m.in. lekkoatletyczny.

Melbourne z lotu ptakapanorama miasta

Widok na City od strony zachodniej.Prawy dolny róg to strefa portu kontenerowego. Dalej rzeka Yarra, potem Docklands i CBD.

Piękne miasto, nieprawdaż?

PS

„Ptakiem” była Cessna 172M. Start z lotniska w Essendon, międzylądowanie w Point Cook. Ja oczywiście byłem tylko pasażerem, pilotował kolega z pracy. Jedna z najlepiej spędzonych  przerw na lunch.

18 Replies on “Ptakiem być…

  1. Czytam twojego bloga, przeglądam posty i patrzę na zdjęcia z tego pięknego i dalekiego kraju. Ale Lot zachwycił mnie – naprawdę piękne widoki 🙂

  2. Przemek, wlasnie ostatnie dwa dni spedzilismy w Twoim miescie (a teraz wybieramy sie na zwiedzanie Victorii). Przebywajac w roznych czesciach miasta, ciagle porowywalam Melbourne do tych miast, ktore znam (raczej do amerykanskich i kanadyjskich, troszke do europejskich). W ostatnich latach mieszkalam dlugo w Vancouver, teraz w Montrealu mieszkam, bywalam w wielu miastach amerykanskich, ale to wlasnie Melbourne fajnie polaczyl oba te swiaty – „stara Anglie” z nowoczesna Ameryka. Przescigneliscie Vancouver w konkursie jako najlepsze miasto do zycia i …zasluzenie. Vancouver na pewno ma ladniejsze polozenie, w wielu miejscach ladniejsza scenerie, ale brakuje mu tego „czegos”, co powoduje, ze od razu chcialoby sie w nim zamieszkac. A ma to Melbourne, przynajmniej wedlug nas. Ladne miasto (ale kanadyjskie miasta sa bardziej czyste :-). Co prawda nie dojechalismy jeszcze do przedmiesci, z pierwszego wrazenia wydaje mi sie, ze jednak „sypialnie” Vancouver czy Montrealu sa duzo ladniejsze (tutaj za bardzo podobne do dzielnic w stylu angielskim, rzedy podobnych domkow, i do tego okropne zageszczenie), ale generalnie atmosfera Melbourne fajniejsza.
    Pozdrawiam z Melbourne. Jutro Great Ocean Road :-). Danka

    1. Do tego rankingu podchodzę raczej z dystansem, ale fajnie, że Ci się Melbourne podoba. Jeśli będziecie jeszcze gdzieś w okolicy w najbliższych dniach to dajcie znać, może napijemy się jakiejś kawy.
      Co do przedmieść: przypuszczam, że widzieliście tzw. inner suburbs, gdzie pełno zabudowy szeregowej sprzed 100 lat. To nie jest zbyt typowe dla Australii, w innych miastach jest tego mniej. Dalej od miasta są już „normalne” sypialnie.
      Moje wrażenie na początku było podobne: te „terrace houses” mi się nie podobały. Jednak zmieniłem zdanie i teraz widzę w nich duży urok.

      1. Przemek, ja tez podchodze do tego typu rankingow z duzym dystansem – tym bardziej, ze Vancouver byl na pierwszym miejscu omalze przez wszystkie lata naszego tam zamieszkiwania. I czytalam, jak sami Kanadyjczycy smial sie z tego wyroznienia :-). Melbourne spodobal mi sie. I to bardziej, niz sie spodziewalam, W ogole Victoria jest urocza. Nie bede tutaj pisala calego eseju (chociaz spostrzezen mam mnostwo – a i mam jakies porownanie – mieszkalam w kilku miejscach na swiecie), ale naprawde rejony Melbourne sa wspaniale – i te morskie, i te gorskie, i te plazowe, i te zielone. Naprawde ladne miejsce wybraliscie do zycia. Co prawda dzisiaj na pytanie syna (jestesmy tutaj bez niego), czy wolalabym mieszkac w Australii czy w Kanadzie, odpowiedzialam, ze chyba jednak w Kanadzie :-). Ale glownym powodem jest …. bliskosc USA – bo czego by nie mowic o Stanach, turystycznie sa bardzo ciekawym i przyjaznym krajem.

        Za dwa dni Wyspy Magnetyczne, potem Sydney (ciekawa jestem jak wypadnie w porownaniu z Melbourne – bo na razie bylismy tylko w biurze przez pare dni w Cronulii, oraz w Blue Mountains), a potem niestety wracamy. Ale na pewno jeszcze tutaj wrocimy.

        Dzieki za zaproszenie na kawe – fajnie byloby sie spotkac, ale to juz chyba podczas nastepnego pobytu. W czwartek wylatujemy z Melbourne, wiec nie bedziemy mieli niestety czasu. Serdecznie pozdrawiam.

        P.S.
        A z ta stara szeregowa zabudowa to jest tak, ze podoba mi sie, ale nie chcialabym tak mieszkac. Mieszkalam dwa lata w Cambridge UK, troche Anglii zwiedzilam, wiec sie do takiej zabudowy przyzwyczailam, Ma duzy urok, ale … na odleglosc. I na fotografiach :-).

        1. Przemek, nasza krotka przygoda australijska dobiega konca. Zaostrzyla tylko apetyt na wiecej. Chcialam w tym miejscu podziekowac Ci za podpowiedz trasy – czesc Twoich wskazowek wykorzystalismy i jestesmy Ci bardzo wdzieczni za to – nie majac czasu na planowanie, duzo zobaczylismy, i do tego te „wazniejsze” miejsca (jak na pierwsza wizyte :-).
          Jeszcze raz serdecznie dziekujemy. I byc moze do zobaczenia – albo gdzies w Australii, albo w Kanadzie, albo tez w Polsce – zawsze zapraszamy do Trojmiasta :-).

          1. Przemek, ja nie potrafie pisac krotko :-). Ale sprobuje. Magnetyczna Wyspa – bardzo mi sie spodobal spokoj na tej wyspie. Rano prom pelny – duzo ludzi przybywa na wyspe, ale tez wieczorem opuszcza ja. Widac bylo mnostwo ludzi z plecakami na dzienny pobyt na plazy czy tez w wodzie. Mieszkalismy w apartamencie kolo przystani promowej (Nelly Bay), slub byl na Horseshoe Bay, a pomiedzy tymi stronami wijaca sie droga. Niby malenka wyspa, a wydawala sie wcale nie taka mala. Wieczorami bardzo spokojna (nie liczac kangurow :-). Taki malenki raj na ziemi, w wersji light :-). Bardzo przyjemne miejsce, ale na krotki pobyt. No I pogoda chyba zawsze gwarantowana.

            Sydney – ciagle jeszcze nie potrafie zdecydowac, ktore miasto mi bardziej odpowiada – Sydney czy Melbourne. Pierwsze moje spotkanie z Australia to Cronulla – tam mamy biuro i tam spedzilam kilka dni – fajne spokojne miejsce z ladna plaza. Potem Blue Mountains, a potem Melbourne i blizsze i dalsze okolice, Magnetic Island i na koncu Sydney. Melbourne porownywalam jak Ci wyzej pisalam, do Vancouver i podbil moje serce. Ale Sydney ma tez swoje uroki (jeden z najruchliwszych portow – nieziemsko wyglada ruch stateczkow w porcie), porozrzucenie miasta wokol linii brzegowej, dzielnica biznesowa bardzo przyjemna (mieszkalismy w hotelu kolo Hyde Parku), parki i ogrody w centrum – duzo mozna by wymieniac. Najbardziej podoba mi sie w Australii polaczenie „starej Anglii” z nowoczesnoscia. Tego sie nie czuje w Kanadzie – mimo, ze tez jestesmy „kolonia” :-). Myslimy nawet o dluzszym pobycie w Australii (przynajmniej rok – musze sie zorientowac, jak to mozna zrobic) i schylamy sie bardziej ku Melbourne, niz Sydney, ale jeszcze zobaczymy, co z tego wyniknie. Teraz, juz po powrocie, najbardziej zadziwiaja mnie slowa naszych wielu wspolpracownikow, ktorzy juz odwiedzili biuro w Australii – nie podobalo im sie za bardzo, zaden z nich nie chcialby zyc w AU, dla nich to byl taki koniec swiata. I szczerze mowiac, przed przybyciem sugerowalam sie ich slowami – a teraz sie ciesze, ze Australia bardzo mi sie spodobala i naprawde bardzo dobrze sie tam czulam. Chyba bede tam powracala jak Marek Niedzwiecki :-).

            A teraz przed kilka dni przebywam w Kalifornii w Calabasas (The Commons) i …. to tez jest taki raj na ziemi. Amerykanski w stylu, ale nie mniej bardzo przyjemny. Zreszta Australia przypomina mi troche Kalifornie – podobny klimat, podobny styl zycia, plaze, pustynie itp. Ale Australia ma jeszcze ten angielski urok, ten styl, i ten troche angielski akcent 🙂 – i to mi sie najbardziej podoba.

            Pozdrawiam,
            Danka

  3. Piękne jest to Melbourne! 🙂 Jedno z miast, które najbardziej mi się podoba w Australii. Kto wie? Może kiedyś uda się je zobaczyć na żywo 😉 Ale mam jedno pytanko. Czy te domy jednorodzinne muszą być takie same? Nie można sobie wybudować czegoś innego? Czegoś bardziej, no nie wiem, europejskiego?

    1. Adrian, to jest bardzo dobre pytanie! Duży wkład w ten stan rzeczy mają lokalne samorządy, które dość restrykcyjnie podchodzą do planowania i nie zostawiają wiele pola do popisu dla architektów. Temat rzeka. Jednak aby bronić trochę Australii: wolę te jednakowe domki niż polskie jednakowe blokowiska.

      1. Z tymi blokowiskami absolutnie się zgadzam. Jest to często przygnębiający widok zważywszy na fakt, iż w większości są – powiedzmy – „nieświeże”.

  4. Przemek! Tym sposobem rozsiewasz wirusa kochania Melbourne.Ten ŁAD ULIC,plus inne plusy…Tak ptakiem być i lecieć Teraz do ciepłych krajów-marzenie ludu północy:-)

Dodaj komentarz: