Antypody.info
Australia, Melbourne: Blog Moniki i Przemka

Launceston na Wyspie Jabłek

Najskuteczniejsza metoda awansu

Pułkownik Wilhelm Paterson o mały włos nie popełnił karygodnego błędu. Właściwie to nawet popełnił ten błąd, ale zdążył się zreflektować na czas. Oto po długich poszukiwaniach odpowiedniego miejsca założył osadę, która miała zostać stolicą Północnej Ziemi Van Diemena i postanowił nazwać ją Patersonią. Cóż za wspaniała nazwa i jaki pomnik sobie stworzyłem!

Coś jednak go niepokoiło i po nocach spać nie dawało. Aż wreszcie odkrył przyczynę.

Cataract Gorge, Launceston, Tasmania, Australia– Co mi po takim pomniku, jak za chwilę gubernator będzie mianował swojego zastępcę rządzącego nowym terytorium i kogo wybierze? Mnie, który nowe miasto nazwał swoim nazwiskiem? Pewnikiem mianuje jakiegoś swojego przydupasa i każe mu założyć inne miasto, które nazwie… – tutaj pułkownik Paterson zaczął się zastanawiać jak gubernator King mógłby chcieć nazwać nowe miasto.

– Przecież nie „King”, bo każdemu się zaraz skojarzy z królem Jerzym (który miał już “swoje” George Town). Jaka nazwa byłaby bliska jego sercu? Może miasto, z którego pochodził i do którego wciąż tęsknił?

Launceston, Tasmania, Australia

Był Rok Pański 1806. Tak pewnie musiały wtedy wyglądać rozterki pułkownika Patersona, gdy zdecydował ostatecznie i z ciężkim sercem, że nowe miasto będzie nazywało się Launceston. Tak jak niewielkie kornwalijskie miasteczko, w którym urodził się i wychował gubernator Filip King. Metoda nie była oczywiście nowa, ale jak zawsze – skuteczna. Jak widać lizanie tyłków jako najlepszy katalizator awansu w korporacji nie jest wcale wymysłem naszych czasów.

Pułkownik Paterson dostał od gubernatora nominację na swojego zastępcę i rządził północną częścią Ziemi Van Diemena (wtedy niezależną od Hobart i podlegającą pod Sydney) aż do swojej śmierci w 1810 roku. Gubernator King na otarcie łez nazwał imieniem pułkownika rzekę w Nowej Południowej Walii: Paterson River.

Taka trochę Anglia

Ten związek tasmańskiego miasta z prowincjonalnym miasteczkiem w Anglii nie jest w żadnym razie przypadkowy. Brytyjczycy kolonizujący Australię byli z początku bardzo rozczarowani tym co zastali w Sydney. Uczestnicy wyprawy kapitana Cooka chyba nie do końca rozumieli odwrócony cykl australijskich pór roku i względnie wilgotny kwiecień 1770 roku wzięli za dobry prognostyk na przyszłość. Tymczasem Pierwsza Flota Artura Phillipa zastała w styczniu 1788 roku Zatokę Botaniczną wyschniętą na wiór i ledwie dała radę znaleźć regularne źródło słodkiej wody. Lata minęły zanim nowi koloniści nauczyli się żyć na nowym suchym lądzie.

Brytyjczycy musieli być więc zachwyceni gdy dotarli w końcu na Ziemię Van Diemena (przemianowaną póżniej na Tasmanię). Wody tu znacznie więcej, klimat bardziej umiarkowany. Można sadzić drzewa prosto z Anglii i będą rosły. Ba, można hodować europejskie owoce! Tasmania do dziś znana jest w Australii pod przezwiskiem Wyspa Jabłek. Launceston, Tasmania, Australia

Launceston dzisiaj

My lądujemy w Launceston ponad 200 lat po tych wydarzeniach. W dodatku trafiamy tutaj niejako z przypadku, gdyż planowaliśmy wykorzystać niedoszłą Patersonię najwyżej jako bazę wypadową w legendarnie piękne wschodnie wybrzeże wyspy. Tymczasem w styczniu 2013 roku Tasmania pokazuje pazur i przypomina, że jakby nie patrzeć jest to wciąż część Australii. Oto fala dość rzadkich tutaj upałów skutkuje pożarami buszu i szlaki w wielu parkach narodowych zostają zamknięte dla ruchu turystycznego. Dotyczy to niestety również Parku Narodowego Freycinet, który miał być celem naszej wędrówki. Zatoka Kieliszka Wina musi więc poczekać na inną okazję, a nasza uwaga siłą rzeczy skupia się na drugim co do wielkości mieście na Tasmanii.

Cataract Gorge, Launceston, Tasmania, Australia

Launceston nie zrobiło oszałamiającej kariery w Australii. Ze stoma tysiącami mieszkańców daleko mu wielkością nie tylko do milionowych metropolii kontynentu, ale i do kilkakrotnie większego Hobart. Jednak przyjazności miasta dla jego mieszkańców nie liczy się ich liczbą. Okazuje się bowiem, że jeśli wziąć pod uwagę czynniki decydujące o jakości życia (np. dostęp do szkół, opieki zdrowotnej, przedszkoli czy dostępność mieszkań) to Launceston wypada całkiem dobrze na tle reszty Australii. W niedawno przygotowanym przez jeden z australijskich banków  rankingu „najlepszych miejsc do życia rodzinnego w Australii” Launceston zajęło 1.sze miejsce, wyprzedzając Canberrę i Toowombę, a daleko z tyłu zostawiając Sydney czy Melbourne.

Cataract Gorge, Launceston, Tasmania, Australia

Małomiasteczkowy klimat Launceston jest dodatkowo atrakcją z czysto turystycznego punktu widzenia. Centrum miasta (w Australii nazywane CBD – Central Business District) w dużej mierze zachowało swój pierwotny charakter, pełen niskich jedno- lub dwupiętrowych kamienic, a zupełnie pozbawiony wysokich wieżowców. Stanowi to ostry kontrast z australijskimi metropoliami gęsto zabudowanymi w swoich centrach szklanymi domami. Odwiedzający Launceston mieszkańcy Wiktorii czy Nowej Południowej Walii mogą popatrzeć jak wyglądałyby ich miasta gdyby starej kolonialnej zabudowy nie poprzecinano mnóstwem nowoczesnych drapaczy chmur.

Launceston, Tasmania, Australia

Z ciekawością wybieramy się na spacer po launcestońskiej “starówce” w gorący piątkowy wieczór. W tym zdaniu oprócz starówki przydałoby się jeszcze jedno słowo ująć w cudzysłów. Jest wprawdzie wieczór i to piątkowy, ale gorący to już niekoniecznie, bo temperatura po zachodzie Słońca bardzo szybko spada i przydaje się jakieś okrycie wierzchnie aby nie zmarznąć w australijskie lato. Przypominam, że mamy właśnie falę upałów i pożary buszu.

Jednak miłośników nocnego życia taki spacer może srogo rozczarować. Launceston nie odbiega w tym zakresie od innych miasteczek antypodów i życie zamiera w nim po zmroku bardzo szybko. Po godzinie 20-tej udaje nam się znaleźć czynną i pełną gości meksykańską restaurację, która jednak w czasie gdy czekamy na podanie posiłku szybko się wyludnia i po niecałych dwóch godzinach upuszczamy to miejsce jako jedni z ostatnich gości.

 Kto zwiedzał tę część świata ten wie, że ta sama zasada dotyczy całego regionu, włącznie z największymi miastami Australii i Nowej Zelandii. Jedynymi wyjątkami są chyba rozrywkowe dzielnice Sydney i Melbourne, gdzie życie nocne tętni nieprzerwanie… Cataract Gorge, Launceston, Tasmania, AustraliaJednak warto odwiedzić Launceston nie tylko dla zabytkowego centrum miasta. Największą atrakcją, zarówno dla turystów jak i mieszkańców jest położony w zasięgu spaceru z centrum kanion rzeki South Esk River, zintegrowany w bardzo przemyślany sposób z publicznym parkiem. Całość nosi nazwę Cataract Gorge i zawiera atrakcje dla każdego, niezależnie od sprawności fizycznej. Dla leniuszków przygotowano parking tuż obok głównego wejścia do parku oraz wyciąg krzesełkowy, który jest najdłuższym tego typu na świecie obiektem złożonym z pojedynczego przęsła (długości 308 metrów). Nad sztucznym jeziorkiem utworzonym poprzez spiętrzenie w tym miejscu rzeki zbudowano publiczny basen. Frekwencja na basenie jednak nie oszałamia, czemu trudno się dziwić, bo woda pomimo środka lata jest zwyczajnie zimna.

Cataract Gorge, Launceston, Tasmania, AustraliaMy rezygnujemy jednak ze skorzystania z wyciągu. Obok basenu ma bowiem początek szlak pieszy o wiele mówiącej nazwie Zig-Zac, rozpoczynający się ostrzeżeniem, że szlak chociaż jest tylko 20 minutowy to zawiera bardzo strome odcinki i zalecany jest tylko dla wytrawnych wędrowców (ang. hikers).Cataract Gorge, Launceston, Tasmania, Australia

Cataract Gorge, Launceston, Tasmania, Australia

Szlak jest przepiękny, biegnie przez las wzdłuż ściany kanionu rzeki oraz wspina się na kilka spektakularnych punktów widokowych, z których widok nie dość, że tańszy to jest znacznie lepszy niż ze stateczków pływających poniżej po rzece. Warto przystanąć na chwilę i poobserwować tasmańską młodzież ćwiczącą skoki do wody z wystającej nad lustro rzeki skały kanionu.

Cataract Gorge, Launceston, Tasmania

Na szczycie spotykamy ok. 80-letniego australijskiego staruszka, wędrującego dziarsko z kijkami do marszów nordyckich. Pomimo zmęczenia pozdrawia nas i pyta od razu skąd pochodzi nasz ciekawy akcent.

– Dzień dobry! – chwali się szczątkową znajomością naszego języka, gdy tylko słyszy odpowiedź.

– Do zobaczenia – machamy mu na pożegnanie. Nie jesteśmy pewni, czy przypadkowo spotkany turysta rozumie nasze słowa, ani czy rzeczywiście kiedyś go znów zobaczymy. Z pewnością jednak będziemy chcieli ponownie zobaczyć Tasmanię, gdyż krótkie spotkanie z leżącym u podnóża Cradle Mountain Launceston jest dla nas dobrym przedsmakiem do kolejnej wyprawy, tym razem  w inne, bardziej dzikie części Wyspy Jabłek.

Cataract Gorge, Launceston, Tasmania, Australia

4 Komentarzy

  1. Nawiedzony. Nawiedzony.
    8/03/2016    

    Przemku, co z uprawą drzew owocowych na tej „Wyspie Jabłek”? – jest to przecież główny tytuł tego artykułu.
    Czyżby to tylko przezwisko, czy też faktycznie zagłębie owocowe?

    • 8/03/2016    

      Jak najbardziej Tasmania słynie w Australii z jabłek. Ze względu na klimat jest to najlepsze miejsce w Australii do uprawy zimnolubnych owoców. W Wiktorii lepiej wychodzą cytrusy, a dalej na północ banany i mango,

  2. Ewa Ewa
    14/11/2013    

    Wspaniały post. Co do tego, że życie po zmroku w australijskich miastach zamiera to słyszałam o tym, że podobno Australijczycy bardzo wcześnie chodzą spać. A jakie jeszcze inne części Tasmanii macie w planach zwiedzić?

    • 15/11/2013    

      Ewa, coś w tym jest. Ostatnio byliśmy dużą grupą na kempingu w małym miasteczku w Wiktorii. Gasili nam w kuchni światło o 21:40.
      Co do Tasmanii to zostają w planach wszystkie najważniesze miejsca: Cradle Mountain i cały „wilderness” oraz Freicinet Peninsula.

Dodaj komentarz: