Usiłowanie zabójstwa

Usiłowanie zabójstwa

Grudniowy wieczór, albo późne popołudnie. W każdym razie ciemno już zupełnie, bo rzecz dzieje się w Polsce, AD 2012. Jadę mało tego dnia zatłoczoną drogą krajową nr 14 w kierunku Konina. Województwo bodajże łódzkie. Teren niezabudowany, więc jadę 95-100 km/h. Ja wiem, że w Polsce to prawie jakbym w miejscu stał, ale jest mokro po odwilży, a poza tym widoczność kiepska, zaczyna pojawiać się mgiełka… Mimo tego doganiam ciężarówkę (nic wielkiego, maksymalnie 10 ton, może mniej) jadącą równiutko 80 km/h. Wyprzedzam gładko, bo ruch z naprzeciwka jest niewielki.

Po co ja to wszystko piszę? W ogóle bym sytuacji nie zapamiętał, gdyby nie fakt, że 3 km dalej było jakieś miasteczko. W miasteczku zaś normalnie: biała tablica, więc ograniczenie 50 km/h. Ja wiem, nie jestem w Australii, gdzie jazda powyżej 55 km/h byłaby ukarana mandatem jak nie przez drogówkę, to przez wszędobylską kamerę (a za jazdę powyżej 80 km/h w strefie zabudowanej z miejsca zabierane jest prawo jazdy).

Jednak nawet w Polsce w małych miasteczkach mieszkają ludzie, czasami przechodzą przez przejścia dla pieszych, często nie są całkiem trzeźwi. I ta mgła coraz gęstsza. Z samego instynktu samozachowawczego wypadałoby spuścić z gazu do tej 60-tki…

Tak też robię. Zgadnijcie teraz co widzę po chwili w lusterku. Nasza znajoma 10-tonowa ciężarówka jedzie dalej swoim równym 80 km/h i bardzo się denerwuje na tego kretyna (znaczy: na mnie), który zwolnił niebezpiecznie.

Długimi światłami po oczach i klakson.

W takiej sytuacji masz dwa wyjścia:

A. Jechać szybciej  ryzykując rozjechanie przechodnia.

B. Zwolnić ryzykując bycie rozjechanym przez rozpędzoną ciężarówkę.

Znów bym Wam tego wszystkiego nie pisał, gdyby to zdarzyło się raz. Jednak miałem podobną sytuację w innym miejscu, a na tyłku siedziała ciężarówka nie 10, ale 30 tonowa! I też długie światła i klakson koło ryneczku jakiegoś miasta w Wielkopolsce. Innym razem zaś w podobnej sytuacji tylko przez przypadek sam nie zostałem zabójcą. Jakiś pijaczek przetoczył mi się przed maską, nie wiedząc iż zawdzięcza życie faktowi, że się w Australii przyzwyczaiłem do przestrzegania ograniczeń nawet tak bzdurnych jak 40 km/h.

Kraj mistrzów kierownicy oraz krzyży przy drogach.

Odwykłem.

23 Replies on “Usiłowanie zabójstwa

  1. W Australii tak samo jezdza wariaci po drogach, ktorzy nie wiedza do czego kierunkowskaz sluzy, normalne jest skrecanie lub zmiana pasa bez uzycia kierunkowskazu, mozna tez spotkac takich co z wewnetrznego pasa na autostradzie po skosie zjada z autostrady przez 3 pasy, bez sygnalizowania tego manewru kierunkowskazem. Fotoradarow tez pelno, dziure budzetowa sie napelnia z mandatow, poczytajcie, w Wielki Piatek ile kierowcow w QLD nalapano, nawiecej zza krzaka z fotoradarem jak to australijska policja lubi:
    http://www.goldcoast.com.au/article/2013/03/29/449497_crime-and-court-news.html
    Na wielu skrzyzowaniach zolte swiatlo swieci bardzo krotko i przejezdzajacy zalapie sie na czerwone a ludzie ciagaja sie po sadach o mandaty bo maja alarmowe ustawienia w gps przy przekraczaniu predkosci i twierdza ze jechali ponizej limitu a dostali mandat. Najlatwiej dziure budzetowa zalatac z kasy kierowcow.

    1. @Konrad, kierowcy w Polsce chyba są lepsi niż w Australii. To jednak nie jest dziwne, w sumie trenują na wyższych prędkościach i doświadczenie mają. Ja jednak piszę o czymś innym niż drobne wykroczenia drogowe. W Australii jeszcze nie widziałem ciężarówki jadącej 50 km/h ponad limit, ani taksówki osiągającej prędkość 100 km/h w centrum miasta. Dodam, że jeżdżę dużo, bo codziennie.

      1. Nie widziales bo jezdzisz w korkach, w godzinach szczytu kiedy sie jezdzi 10 km/h. Ja widzialem takiego co pod prad jechal na M1 w Melbourne, a policja za nim. Kilka razy jechalem miedzy Melbourne a Sydney, to jak byla dwujezdniowka w NSW to czulem sie niebezpiecznie jak w Polsce, z ciezarowkami, overspeeding, i chamstwo za kierownica , klakson i swiatlami dlugimi w lusterka. W obu krajach jezdza wariaci, na motorach i samochodami, przekraczajacy predkosc, ale tam gdzie nie ma fotoradarow.

  2. Ciekaw jestem jak długo zachowaliby Panowie swoje (hoho) cywilizowane maniery musząc w Polsce (szczególnie wschodniej i środkowej) przemieścić się w krótkim czasie na dłuższy dystans. Sądzę, że dziury, szerokość dróg (momentami tak ograniczona, że większym autom ciężko jest się minąć) i wszechobecne fotoradary i drogówki szybko doprowadziłyby nawet najbardziej cierpliwych do furii.

    I choć zarówno ceny paliw, wysokość mandatów i budżetowy target na wpływy z mandatów (!) rosną z roku na rok, sytuacja ta nie zmienia się praktycznie wcale. Trudno się zatem dziwić polskim kierowcom, że na drogach zachowują się jak bandyci, kiedy jak takowi są traktowani. Ten problem nie dotyczy zresztą tylko kierowców…ale to już w sumie temat na odzielną dyskusję. Tak czy inaczej nie odczuje się tego spędzając w kraju tydzień czy dwa w roku (wiem coś o tym, bo sam mieszkałem trzy lata w Szkocji i w czasie urlopowych przyjazdów reagowałem podobnie).

    1. Nie wiem jak w Australii, ale w UK na pewno sa ustawione targety na to ile pieniedzy wplynie z mandatow, tyle ze nie na poziomie udzetu krajowego (o ile dobrze pamietam) tylko na poziomie urzedow miast/gmin. W Londynie szczegolnie Westminster jest nieslawny jesli chodzi o takie ustawianie fotoradarow i parkingow zeby uzyskac maksymalna ilosc pieniedzy z kar. Sorry, Polska nie jest wyjatkiem jesli o to chodzi, a ilosc fotoradarow w Polsce wciaz wydaje mi sie bardzo niska w porownaniu do UK.

      Inna rzecz to ze prawo w Polsce jest ulozone tak i urzedy dzialaja w ten sposob zeby zachecac do jego lamania. Dlugie kawalki drogi prowadzone przez wsie z ograniczeniem do 50 non-stop, takze tam gdzie to nie jest naprawde konieczne; system podatkowy ktory jest skomplikowny po to zeby ludzie oszukiwali (bo wtedy zarobia doradcy podatkowi i zarobia urzedy na karach).

      Z drugiej strony to wciaz jednak nie usprawiedliwia kierowcow, bo to ze chca „szybko przejechac dluzszy dystans” nie jest usprawiedliwieniem dla bandyctwa na drogach. Jedyne rozwiazanie moim zdaniem to najpierw wprowadzic wzglednie rozsadne ograniczenia predkosci (np. na drodze przelotowej 70 albo 80km/h, nawet jesli idzie przez teren zabudowany) – i rygorystycznie je kontrolowac, nawet i fotoradarem co 500 metrow z 0% tolerancji.

      Pomarzyc zawsze mozna…

    2. @jj: masz prawdopodobnie rację. Ja już po 2-3 tygodniach pobytu w Polsce zacząłem zauważać, że powoli się przystosowuję.
      Myślę jednak, że takie spojrzenie na świeżo z zewnątrz ma jakąś wartość.

  3. Mieszkałem kilka lat w UK, 3 lata w Australii, ponad pół roku w Kanadzie. Za każdym razem jak przylatywałem do Polski to autentycznie bałem się jechać autem przez pierwsze dni. To co się dzieje na drogach to jest paranoja.
    Ogromna większość polskich kierowców to totalne bezmózgi i idioci mający za nic życie innych osób…
    Życie w Australii (przede wszystkim) nauczyło mnie przestrzegania przepisów, nie tylko tych drogowych.
    Każda wizyta w kraju ojczystym powoduje u mnie mniejszy lub większy szok… szkoda.

    1. Ale przyznasz, że po tych paru dniach sie przywyka?
      Nasza znajoma Australijka kiedyś odwiedziła Polskę i po pierwszej przejażdżce przez Poznań była w takim szoku, że do końca dnia juz nie umiała o niczym innym mówić. Nam tego z grzeczności nie powiedziała, ale wiem co pomyślała: Trzeci Świat.

  4. (a za jazdę powyżej 80 km/h z miejsca zabierane jest prawo jazdy)
    ? 🙂
    po pierwsze limit (przynajmneij w Queensland) jest 40km/h ponad ogranicznie,
    a po drugie to zdanie jest w calosci nieprawdziwe, bo 80km/h mozna jechac, tylko nie wszedzie 😛

    No i w australi generalnie droga brisbane – sydney to jazda 100km/h przez 90% czasu, w polsce jazda jelenia góra – kołobrzeg – 40% czasu 90km/h reszta durne 50, 40 , 60 😉

    anyway: http://www.knappe.pl/2013/02/australia-wycieczka-do-sydney/

    Prawda jest taka, ze w australi jeszcze nikt na mnie nie zatrabil z powodu tego ze jechalem zgodnie z przepisami 🙂

    1. @Marek: dzięki za tę uwagę, być może nie dość jasno napisałem, że chodzi o strefę gdzie jest ograniczenie do 50. Czy w Wiktorii zabierają prawko za przekroczenie o 30 czy 40 to się nie będę spierał, bo nie sprawdzałem osobiście. Znam jednak przypadki, że komuś tak się prawko udało stracić. Policja w takich przypadkach jest bardzo przyjazna: zadzwonią po taksówkę i pomogą nawet bagaż przeładować. A Twoje auto zabiorą lawetą na policyjny parking, na Twój koszt rzecz jasna.
      Jak przekroczysz dozwoloną prędkość o 50 km/h to masz szansę wystąpić jako bohater dnia w „7 News” i „Herald Sun”.

      Co do Pacific Hwy: zgadzam się z Twoimi obserwacjami, ale wiesz, że jak na Australię ta droga uznawana jest za „hardcore”? Cywilizacja w zasadzie zaczyna się na dobre dopiero za rzeką Murray ;).

      1. Dzieki mojemu wspanialemu gpsowi Na Pacyfic spedzilem moze 30% czasu podrozy 😉 wiec bardziej mi chodzilo o zwykle drogi, ktore moj gps traktowal bardziej jako 100km/h all the time nawet jesli sa zakrety 170 stopni caly czas 🙂 ale prawda jest ze jak jest 10 domow na krzyz to nikt nie robi tam 50 i nie stawia fotoradaru. Wlasnie zamierzalem motor kupic, alej akbym jechal 200km/h na pacific hwy to bym byl takze we wiadomosciach w perth 🙂

        jesli chodzi o queensland http://www.tmr.qld.gov.au/licensing/licence-suspensions-and-disqualifications.aspx – Licence suspension – been convicted of driving more than 40 kilometres per hour over the speed limit.

        VIC: Courts must suspend for at least one month the driver licence or permit of a driver found guilty of speeding 25 km/h or more but less than 35 km/h over the speed limit (s.28(1)(a) & Schedule 5 RSA). .. niezle 😉

  5. Ja mieszkam jeszcze w UK (Australia za 4 miesiace) i bywam w Polsce kilka razy w roku. Tez za kazdym razem zastanawiam sie czy na drogach dopiero teraz zrobilo sie tak agresywnie, czy zawsze tak bylo i tylko nie pamietam dokladnie… Spora czesc ludzi to zwykli bandyci za kierownica, szczegolnie 90% typkow z CB radio. Ale nikt z kim rozmawialem nie uwazal zeby robil cokolwiek nie tak – po prostu „tak sie jezdzi”.
    Kierowcy ciezarowek niestety nie sa wyjatkiem, spora czesc ludzi ktorych stac na samochod z mocnym silnikiem zaczyna na drodze leczyc swoje kompleksy zyciowe.

    Wydaje mi sie jednak, ze tez w roznych miejscach Polski jest roznie. W poludniowym pasie Wroclaw-Katowice-Krakow wydaje sie byc wzglednie OK, ale np. droga Warszawa-Bialystok to horror na zywo.

    I policja nic nie zmieni, dopoki znaki beda stawiane po to zeby stawiac mandaty, a nie po to zeby przepisy byly egzekwowane. Ograniczenia predkosci w losowych miejscach jako sztuka dla sztuki – a kiedy ludzie przyzwyczaja sie do tego ze przepisy sa idiotyczne to zaczynaja je lamac wszedzie, takze w naprawde niebezpiecznych miejscach.

    Ciekawe co bedzie w Australii:-) Juz wiem ze musze miec cruise control, bo inaczej ciezko bedzie jechac dlugi czas rowno z ograniczeniem.

    1. @Daniel: w zasadzie zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. W Australii samochody z tempomatem są dość powszechne. Polecam auto z automatyczną skrzynią biegów i do tego tempomat. Nic tylko chrapnąć sobie 😉

    1. @Biszop: bez wątpienia to się układa w jakąś całość. Chociaż przychylam się do zdania, że nie sami kierowcy ciężarówek są tu winni. Wszyscy niemal tak jeżdżą i to jest problem!

  6. czyli standard .. tylko my tak potrafimy niestety… mandaciki stosunkowo niskie a Policji jak na lekarstwo (mają limit na paliwo) ;-))

  7. No właśnie – odwykłam. Po kilkunastu latach spędzonych na innym kontynencie już za pare dni zacznę dzielić swoje życie pomiędzy dwa kontynenty – Ameryką i Europą. Kilkanaście lat nie siedziałam za kierownicą w Polsce, teraz mam nadzieję używać samochodu do przemieszczania się. No właśnie, tylko czy się odważę? Syn jak patrzy na styl jazdy Polaków, to zaklina się, że nie zamierza prowadzić samochodu (w Kanadzie jeździł do szkoły od 16 roku życia) – że życie mu miłe.
    Ale wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? Polacy, nawet Ci młodzi, bywający w różnych krajach, nie rozumieją, z czego robię „problem” – samochód jest od tego, aby szybko jeździć. Czarno widzę tę moją jazdę po polskich drogach ;-).

    Pozdrawiam. Danka.

    1. @Danka: moim zdaniem dacie radę! Człowiek się szybko asymiluje. Paru już poznałem takich co najpierw za kierownicą bali się usiąść, a teraz jeżdżą jak strzała i tylko wycieraczkami zbierają pijaczków z szyb ;).

      1. Przemek, ale to nie w tym rzecz, aby sie asymilowac (bo co to znaczy – jezdzic jak wszyscy?). Wiem, ze bede „zawadiaka” ulicy, bo bede jezdzila wedlug przepisow, ale najgorsze jest to, ze taki sposob jazdy jest przez wszystkich wysmiewany. I co z tym zrobic? Jak uzmyslowic Rodakom, jak im wskazac, ze w tzw. cywilizowanym swiecie jednak inaczej sie jezdzi? Na razie o tym nie mysle – na razie ciesze sie, ze …. kupilam samochod, ktory sam bedzie parkowal, bo od wciskania sie w male miejsca, aby zaparkowac, tez odwyklam (Kanada to jednak duzy kraj i wszedzie duzo miejsca ;-). Pozdrawiam i zycze radosnych Swiat!

Dodaj komentarz: