Prawo białego człowieka

Nowelkę pod tytułem „Prawo białego człowieka” (ang. „White Man’s Way”) napisał Jack London. Czytałem ją wiele lat temu, a przypomniała mi się niedawno pod wpływem wiadomości z Australii. W dobie współczesnej poprawności politycznej nowelka Londona jest prawdziwym rodzynkiem. Polecam tę lekturę, bo jest dobrym wstępem do tej notki. Tutaj dostępna jest wersja angielska. Polskiej nie znalazłem, więc pewnie trzeba jej szukać w bibliotekach.

Dwa wydarzenia z ostatnich dni przypomniały Australijczykom, że chociaż głośno tego powiedzieć nie wolno, to problem konfliktu kultur zakreślony przez Londona jest nadal aktualny w naszym wielokulturowym społeczeństwie.

*   *   *

Oto kilka dni temu czołówki serwisów informacyjnych zapełnił niejaki Liam Jurrah. Czystej krwi Aborygen z plemienia Warlpiri mieszkającego kilkaset kilometrów od Alice Springs. Plemienia, dodajmy, żyjącego zgodnie z aborygeńskimi tradycjami. Liam jest na co dzień zawodnikiem futbolu australijskiego i to w najwyższej lidze rozgrywek, czyli AFL. Jednak gra dla klubu Melbourne Demons nie przeszkadza mu w czynnym uczestniczeniu w życiu swojego plemienia.

Sprawa, o której mowa dotyczy odwiecznych praw plemiennych (takich określeń się tu używa w argumentacji), które wymagają np. pomszczenia honoru rodziny poprzez zbrojną wendettę. Liam wsiadł w samolot w Melbourne, wylądował w Alice Springs i razem z braćmi poszedł z maczetą zaszlachtować plemiennego wroga. Skończyło się na ciężkim poranieniu, zatrzymaniu przez policję i sprawie w sądzie o napaść z bronią w ręku. Liam na razie wyszedł z aresztu za kaucją, wrócił do Melbourne i może ponownie postawić nogę na Terytorium Północnym dopiero na wyznaczonej przez sąd rozprawie. Tymczasem normalnie trenuje z zespołem Melbourne FC i lada tydzień wyjdzie przed wielotysięczną widownię na MCG zagrać mecz ligowy…

Przy okazji komentarzy do tej sprawy pojawiły się głosy ze społeczności aborygeńskiej, że Australia powinna pozwolić na stosowanie praw plemiennych dla rozwiązywania wewnętrznych spraw Aborygenów (czyli, nazwijmy rzeczy po imieniu: na szlachtowanie wrogów za pomocą maczet)

Od razu spotkało się to z odpowiedzią ze strony innych społeczności, że oni też chcieliby mieć takie prawa jak Aborygeni. Na przykład muzułmanie chcą aby ich sprawy rodzinne sądziły sądy islamskie w oparciu o prawo Szariatu.

Jak na życzenie pojawiła się oto konfliktowa sprawa wśród społeczności muzułmańskiej w Australii.

 *   *   *

Mariem Omari, Kurdyjka, urodziła się w Turcji w 1928 roku. Do Australii przyleciała 30 lat temu i chociaż nie nauczyła się nigdy języka angielskiego to dorobiła się domu i mieszkania w Canberze, o które teraz toczy się walka. W roku 2002 jej dwaj synowie przygotowali dla niej testament, który ona podpisała (odciskając palec) w obecności świadka oraz sędziego pokoju. W tym testamencie zapisała majątek swoim dzieciom, zgodnie z tradycjami islamu, czyli:

  • każdy z synów dostaje pełen udział
  • każda z córek dostaje po połowie udziału, bowiem „jeden chłopiec jest wart tyle co dwie dziewczynki” (żeby było jasne: ja tylko cytuję islamskie zasady, które jak się okazuje obowiązują powszechnie wśród muzułmańskiej społeczności w Australii).

Mariem zmarła w domu starców w 2009 roku.

Teraz oto jej córki wniosły do sądu o unieważnienie testamentu, bowiem ich matka w chwili jego podpisywania miała daleko posuniętą demencję. Jej synowie argumentowali, że muzułmanów powinny obowiązywać islamskie prawa dziedziczenia, nawet w Australii.

Efekt: sąd przychylił się do stanowiska córek, unieważnił testament i podzielił majątek według zasad australijskich, czyli każdemu dziecku po równo.

Jest to oczywiście wyjątek, bo nie każdy muzułmanin pisze testament mając demencję.

6 Replies on “Prawo białego człowieka

  1. @velocitraktor: masz rację. Aborygeni chcą żyć tak jak żyli 10 tys. lat temu, a nikt jakoś nie zauważa, że np. my nie żyjemy już tak jak nawet 100 lat temu. To jest chyba ich główny problem, że patrzą się wciąż tylko za siebie.

  2. Argument że „tak było przez wieki” nie jest zasadny. Na świecie zaszły zmiany i coś co kiedyś było normą teraz może być uznane za barbarzyństwo. Dlaczego teraz nie mamy egzekucji publicznych, chłosty, palenia na stosie? To było całkiem niedawno w porównaniu do czasu na jaki powołują się Aborygeni (dziesiątki tysiecy lat).
    Świat zwyczajnie uległ zmianom i prawo również.
    Co więcej – w społecznościach plemiennych nie ma pojęcia prawa. Nie ma sądów. Nie można się do niczego odwołać. Jest wodzostwo, uznaniowość i tradycja. Chyba łatwo przewidzieć że powrót do takiego systemu w dzisiejszych warunkach to zwykły bandytyzm.
    Poza tym – skoro ktoś podlega prawu i sądom – nie może jednocześnie hołdować tradycji, która ich nie uznaje. A jak widać p. Jurrah chciałby grać w zespole futbolu i korzystać z dóbr wspóczesnego rozwiniętego społeczeństwa i jednocześnie żyć wg zasad plemiennych. Taka schizofrenia tożsamości zwyczajnie nie ma racji bytu. Nie może on wymagać, że jego „wrogowie” nie odwołają się do sądów i nie wezwą policji bo ona sam – gdy tego potrzebuje – korzysta z przywilejów obywatela Australii. IMHO jest zwyczajnie zakłamany.

  3. Dlaczego tak jest, ze jesli bialy czlowiek jedzie do krajow muzulmanskich to musi i to bezwarunkowo przestrzegac miejscowego prawa, zas gdzy muzulmanie jada do krajow bialych ludzi to ani mysla przestrzegac prawa w tych krajach zas przywoza swoje prawa kolidujace z prawem w innym kraju?

  4. Otóż to, prawo aborygeńskie czy bandytyzm?
    Ja sobie myślę, że łatwo jest mówić frazesy o wielokulturowości gdy w grę wchodzą tańce regionalne, orientalna kuchnia lub ostatecznie język. Jednak publicznych linczów już Australia nie strawi. Zresztą problem jest daleko głębszy, bo aborygeńskie społeczności borykają się z notorycznymi problemami przemocy domowej i pedofilii. To też zostawiamy poza „prawem białego człowieka”???
    Wśród innych mniejszości problemy są wcale nie mniejsze. Hindusi np. tradycyjnie wysyłają 12 letnie córki do Indii, żeby je tam wydać za mąż.
    Niektóre kultury są zwyczajnie tak różne, że nie dają się pogodzić i jakaś asymilacja jest koniecznością.

  5. Jack London – świetny pisarz chociaż pewnie już zapomniany. Czytam wnukom Białego Kła. Dopiero teraz zauważam ile tam poważnych watków, wcale nie dla dzieci. Chociaż akurat moje wnuki, chowane w bardzo naturalistycznych warunkach, wyłapują te wątki, którycj ja bym nigdy nie zauwazył. Wydaje mi się, że London i Curwood potrafiliby zaciekawić dzieci bardziej (i pozyteczniej) niż Rawlings i Tolkien, ale nie dostaną takiej szansy.
    Jeśli chodzi o tradycje prawne grup etnicznych, to sprawa jest skomplikowana. Na logikę opinia Warsiawiaka wydaje mi się sensowna, ale jednak niepraktyczna. Z jednej strony to wymagałoby akceptacji przez obie strony. To znaczy – z jednej strony – osoby poszkodowane nie powinny uciekać się do ochrony przez prawo białego człowiek tylko reagować na pobicie zgodnie z aborygeńską tradycją.
    Z drugiej strony – trudno aby „biali” patrzyli obojetnie jak ktos pod ich bokiem bije się na dzidy lub maczety. Zresztą nie wiadomo czy to jest tradycyjny wymiar prawa czy bandytyzm.

  6. Ciekawa sprawa. Teoretycznie aborygeni będąc pierwotnymi właścicielami Australii powinni mieć swoje prawa zgodnie z tradycją, szczególnie na swoich terenach – rezerwatach(chociaż to chyba nie ładnie brzmi). Muzułmanie czy inne mniejszości przyjechali do „białej Australii” więc powinni dostosować się do praw kraju, który ich gości. Tu pojawia się kwestia demokracji i równouprawnienia – jak dać jednym „przywileje” a drugim nie.

Dodaj komentarz: