Antypody.info
Australia, Melbourne: Blog Moniki i Przemka

Katastrofa na Moście Tasmana

Trwało lato, ale tego niedzielnego wieczoru pogoda w Hobart nie dopisała. Było zimno, wietrznie i padał deszcz, a w dodatku było już ciemno gdy masowiec Lake Illawarra wpłynął do Sztormowej Zatoki. Statek, załadowany w Port Pirie (w Południowej Australii) rudą cynku wartości 2 milionów dolarów, zbliżał się już do celu podróży, jakim był zakład elektrolizy w Ridson koło Hobart.

Pomimo padającej mżawki widać było z daleko światła Hobart. Wokół na wodzie była całkowita pustka, nie było żadnych statków, żadnych żaglówek, nawet jednej małej łódeczki. Statek płynął samotnie pod silny prąd odpływowy rzeki Derwent z prędkością ok. 8 węzłów, gdy kapitan Bolesław Pelc (Polak, mieszkający od lat w Sydney) widząc zbliżający się Most Tasmana wydał rozkaz zmniejszenia prędkości do bardziej „bezpiecznej”.

Światła na moście zbliżały się powoli, a do kapitana Pelca docierało dopiero, że jego statek zboczył dość mocno z kursu prowadzącego kanałem między głównymi podporami mostu. Kapitan Pelc, 60-letni weteran australijskich mórz, miał duże doświadczenie, a port w Hobart znał jak własną kieszeń. Miał nawet specjalne zezwolenie na nawigację w porcie bez asysty dodatkowego pilota.

Ten dzień jednak miał kapitan Pelc zapisać jako najbardziej pechowy w swojej karierze.

Masowiec Lake Illawarra okazał się niesterowny przy zmniejszonej prędkości i nieuchronnie zbliżał się do smukłych pylonów Mostu Tasmana w zupełnie nieodpowiednim miejscu.

– Cała wstecz – krzyknął kapitan do oficera stojącego przy kole sterowym.

Ale statek, obciążony po burty rudą cynku i płynący pod silny prąd, reagował wolno, za wolno.

O godz. 21:27, 5 stycznia 1975 roku statek Lake Illawarra pod komendą polskiego kapitana Bolesława Pelca uderzył w 18.ty i 19.ty pylon Mostu Tasmana, powodując najbardziej spektakularną katastrofę drogową w Australii.

– Eddie! Przęsło! – krzyczał kapitan do swojego pierwszego oficera, który wybiegł spod pokładu myśląc, że statek zderzył się z jakąś łodzią – To przęsło zaraz na nas spadnie!

Tymczasem na moście odbywał się normalny ruch. Czteropasmową drogą jechało jednak niewiele samochodów, bo po pierwsze była niedziela wieczór, po drugie były wakacje. Jednymi z podróżujących mostem byli państwo Manley. Po latach Sylwia Manley tak wspomina to wydarzenie:

„Była mgła gdy jechaliśmy mostem. Z jakiegoś powodu zgasły wszystkie światła, myśleliśmy, że był jakiś wypadek. Zwolniliśmy więc do 40 km/h, a ja wyglądałam przez okno żeby zobaczyć co się stało. Nic nie było jednak widać. W następnej chwili krzyknęłam do męża: „NIE MA MOSTU!”. On nacisnął na hamulec i zatrzymaliśmy się. Wisząc na krawędzi.”

Uderzenie było tak silne, że oba pylony (18.ty i 19.ty) zawaliły się. Razem z nimi spadły trzy, nie mające podparcia, przęsła mostu. W dziurę po przęsłach wjechały 4 samochody, spadając ponad 30 metrów do wody i zabijając 5 pasażerów. Dwa samochody zatrzymały się na krawędzi.
Zawalone przęsła mostu spadły prosto na Lake Illawarra, zatapiając w ciągu kilku minut sam statek i 7 marynarzy, którzy nie ostrzeżeni nie zdążyli uciec spod pokładu. Resztę załogi (w tym kapitana Pelca) uratowano w trakcie rozpoczętej natychmiast akcji ratunkowej.

Most Tasmana (długość 1395m) nad rzeką Derwent łączy centrum miasta Hobart (Tasmania) z dzielnicami położonymi na wschodnim brzegu rzeki, w tym z lotniskiem. Most oddany został do użytku w 1964 roku, zaledwie 10 lat przed katastrofą. Jego wpływ na życie miasta był jednak ogromny, co w pełni wyszło na jaw po katastrofie. Wschodnie dzielnice Hobart zostały nagle odcięte od infrastruktury, a centrum miasta od lotniska. Dojazd do pracy, szkoły, przedszkola czy na zakupy wydłużył się nagle o 90 minut.

W statystykach policyjnych zanotowano, w miesiącach tuż po katastrofie, wzrost przestępczości we wschodniej części miasta o 40%, wskaźnik kradzieży aut wzrósł o 50%, a kłótni i donosów sąsiedzkich o 300%! Cała sytuacja stała się doskonałym poligonem do badań społeczno-psychologicznych społeczności odizolowanej nagle od otoczenia.

Wprawdzie już następnego dnia po katastrofie uruchomiono połączenie promowe, ale miasto pozostało praktycznie podzielone aż do 8 października 1977 roku, kiedy ponownie otwarto odbudowany Most Tasmana. Na poniższym zdjęciu widać most (zdjęcie zrobione z Mount Wellington) w stanie dzisiejszym. Ślad po katastrofie jest wyraźny, nie odbudowano bowiem pylonu nr 19, z powodu zbyt dużej ilości gruzu zalegającego na dnie.

Most Tasmana, Hobart, Tasmania

Archiwalne zdjęcia pochodzą ze strony internetowej Parlamentu Tasmanii.
Zdjęcie współczesne jest mojego autorstwa.

Śledztwo przeprowadzone po katastrofie wykazało, że pełną winę ponosi kapitan Bolesław Pelc, któremu za karę… zawieszono licencję na 6 m-cy.

4 Komentarzy

  1. Przerażony Przerażony
    23/10/2017    

    Taaak, było takich palantów trochę, polska specjalność jak, weźmy, kapitan Wrona, czy ten pilot, co mało nie zabił Millera, albo te niesubordynowane dupki, co rozbiły Casę pod Poznaniem. Albo ten tuzin pyszałkowatych zakompleksionych osób, które po kawałku zawalały swoje elementarne obowiązki i doprowadziły do katastrofy pod Smoleńskiem. Jest się czego się wstydzić.

  2. JP JP
    27/08/2014    

    Jutro tam lecę to zrobię parę fotek to podeślę

    • 28/08/2014    

      Przypuszczam, że most stoi jak stał, uważają na niego teraz :). Hobart jest bardzo ładne, więc życzę udanej wycieczki.

  3. 14/02/2011    

    Doooobre! 🙂

    Po prostu – Polak potrafi! :-)))

Dodaj komentarz: