Antypody.info
Australia, Melbourne: Blog Moniki i Przemka

Phillip Island

Wakacje się skończyły, ale lato jeszcze trwa. Dzisiaj zapraszam na krótką fotorelację z długiego weekendu spędzonego tydzień temu na Phillip Island.

Wyspa jest bardzo popularna wśród turystów. Odwiedza ją 3,5 miliona turystów rocznie, a stałych mieszkańców jest 7 tys. Większość odwiedzających nawet na krótko Melbourne zalicza wizytę na Phillip Island. Celem jest oglądanie małych pingwinków, codziennie po zmroku wychodzących z oceanu na brzeg (pisałem o tym kiedyś). Zwiedzanie wyspy jest o tyle ułatwione, że z głównego lądu prowadzi na nią most.

My tym razem wybraliśmy się na wyspę na dłużej, spędziliśmy na kempingu 4 dni i postanowiliśmy zobaczyć te miejsca, na które brakuje zwykle czasu podczas krótkiego jednodniowego wypadu.

Powiem krótko: było warto. Dochodzę powoli do wniosku, że życia nam braknie na zobaczenie wszystkich pięknych miejsc w Australii, tak dużo ich tu jest. Po 4 dniach na wyspie pozostał nam niedosyt i chęć powrotu tam jeszcze raz. Przecież to tylko 1,5 godziny jazdy od nas.

Ale dosyć tego gadania, zobaczcie sami

Woolamai Beach

Woolamai Beach, jedna z oceanicznych plaż dla surferów.

Na tym zdjęciu widać ratowników, którzy wyznaczyli flagami strzeżoną część plaży. Plażując w Australii warto pamiętać, że wszystkich tysięcy kilometrów plaż nie sposób patrolować i ratownicy pojawiają się tylko na niektórych plażach i tylko w wyznaczonych godzinach. Pływanie poza flagami na plaży takiej jak ta też nie jest wskazane. Ratownicy precyzyjnie dobierają miejsce do kąpieli tak, aby przypadkowy pływak nie został zabrany przez nieuwagę przez silne prądy rozrywające (the rips).

Woolamai Beach

Jest to brzeg Oceanu Południowego (w zasadzie początek Cieśniny Bassa), następnym lądem daleko za horyzontem jest Antarktyda, a nieco bliżej z lewej strony: Tasmania. Woda w oceanie jest zimna i nawet latem nie dochodzi raczej do 20 st. Chętnych do zanurzenia się jednak, jak widać, nie brakuje.

Woolamai Beach

Ogólny widok na plażę Woolamai, na tym zdjęciu świetnie widać prądy „the rips”. Prądy te są najczęstszą przyczyną zatonięć w morzu. Woda wracająca z plaży z łatwością wyciąga każdego, nawet najlepszego pływaka, co najmniej kilkaset metrów w morze. Ci, którzy próbują z prądem walczyć szybko opadają z sił i, jeśli nie przyjdzie pomoc, toną. Co ciekawe zauważyliśmy, że surferzy z premedytacją używają prądu rozrywającego, żeby wyniósł ich we właściwe miejsce do chwytania fali.

Cape Woolamai

Zostawiamy plażę i idziemy na spacer. Zrobiliśmy tę najdłuższą pętlę. Swoją drogą powyższy znak jest pierwszym jaki widziałem w Australii przykładem szlaków pieszych znakowanych kolorami.

poison for foxes

Uwaga! Trutka na lisy.

The Pinnacles

Formacja skalna „The Pinnacles” na Cape Woolamai

Cape Woolamai

odpowiednie miejsce do zrobienia zdjęcia, Cape Woolamai

Cape Woolamai

wciąż Cape Woolamai

Tor kartingowy na Phillip Island

Phillip Island, opróćz oszałamiającej przyrody, słynie z zupełnego jej przeciwieństwa, czyli ryczącego silnikami toru wyścigowego. Obok właściwego toru położona jest jego miniaturka, wykorzystywana przez gokarty.

Ach, co za jazda…

A Maze N Things

Jak wiadomo w Australii grawitacja nie obowiązuje.
Park rozrywki „A Maze N Things”.

Red Rocks Beach, Cowes

Na koniec spokojna plaża na północnym, zatokowym brzegu Phillip Island, Red Rocks Beach koło Cowes

Red Rocks Beach, Cowes

Red Rocks Beach

Red Rocks Beach, Cowes

Red Rocks Beach

7 Komentarzy

  1. 5/02/2010    

    Jak ktoś lubi ciepłą wodę to zamiast oceanu wybiera zatokę lub przeprowadza się do Queensland.

  2. konrad konrad
    4/02/2010    

    wiem, bo w takie upaly po 40 stopni wybralem sie na australijskie plaze dla ochlody a tam woda jak w Baltyku, ponizej 20 stopni, a ludzie mysla ze w Australia to sobie mozna uzywac na plazach…. jak sie jest „morsem” to mozna.
    Ten kraj jest pelen absurdow

  3. 4/02/2010    

    @konrad: jak Cię znam to potraktujesz ten fakt jako australijski absurd ;).
    Jednak gwoli wyjaśnienia dodam parę słów. Woda jest zimna, bo to otwarte wody Oceanu Południowego (Antarktycznego). Nawet na lądzie w takich miejscach jak Phillip Island pogoda jest bardziej stonowana i nie ma aż takich ekstremalnych upałów jak choćby w Melbourne (zwykle jest 4-5 stopni mniej). Twoje porównanie 40 do 20 nie jest więc do końca adekwatne.

    Natomiast w Melbourne gdzie temperatury rzeczywiście przez kilka dni w roku przekraczają 40 st temperatura wody (w zatoce) jest znacznie wyższa niż na plażach Phillip Island.

  4. konrad konrad
    4/02/2010    

    W srodku australijskiego lata temperatury na ladzie przekraczaja + 40 stopni a woda zimna ponizej 20 stopni

  5. Przemek Przemek
    4/02/2010    

    Mara: tu jest właśnie środek lata!!!

  6. Mara Mara
    4/02/2010    

    W Norwegii nawet w środku lata woda rzadko osiąga temperaturę 20 stopni 🙂

    Pozdrawiam

  7. Monika Monika
    2/02/2010    

    I po raz kolejny Australia zachwyciła mnie swoją przyrodą. Cudo!

Dodaj komentarz: