Antypody.info
Australia, Melbourne: Blog Moniki i Przemka

Trzy słowa o Australii Południowej, w tym o Adelajdzie

Po opuszczeniu promu z Wyspy Kangura w Cape Jervis obraliśmy kierunek na stolicę stanu: Adelajdę. „Po drodze” postanowiliśmy jeszcze na szybko odwiedzić południowoaustralijski kurort: Victor Harbor (w tej nazwie widać amerykańskie piętno).

Victor Harbor

Niestety, tego i kolejnego dnia pogoda południowoaustralijska wyraźnie przedobrzyła. Było około +41 stopni C, klimatyzacja w samochodzie pracowała na pełnych obrotach, a nam najmniej chciało się spacerować po miasteczku podziwiając uroki Victor Harbor. Ograniczyliśmy się do plaży (owiewanej lekką bryzą), lunchu w cieniu cedrów i lodów w klimatyzowanym MacDonaldzie. Pomarudziliśmy na wysyp morskich glonów w wodzie i ruszyliśmy w kierunku miasta kościołów.

Victor Harbor

Victor Harbor

Tak bowiem nazywana jest czasami Adelajda. Miasto słynne z wynalazków wyróżniających je na skalę światową: jednokierunkowej autostrady oraz autobusu na szynach. Nie mogę przeboleć, że w czasie naszej krótkiej wizyty brakło czasu na obie te „superatrakcje”. Miejmy nadzieję, że co się odwlecze to nie uciecze.

O ile wszystkie australijskie miasta przypominają bardziej wieś niż miasto, to w Adelajdzie staje się to chyba najbardziej widoczne. Mieszkańcy Adeli są z tego faktu, zdaje się, bardzo dumni. Ja tylko skomentuję, że inny mit: o tym, że w tej wsi droga między dowolnymi dzielnicami nigdy nie trwa dłużej niż 20 minut, jest niestety fałszywy. Od południowych rogatek miasta do północnych dzielnic przebijaliśmy się godzinę.

Adelaide CBD

Adelajda, centrum miasta

Kolejny dzień (a był to akurat Sylwester) przeznaczyliśmy na zwiedzenie Adeli. Miasto miało wybitnego pecha, bo znów temperatura podskoczyła do 40 stopni i odechciało nam się szybko długich spacerów po city. Rankiem ewakuowaliśmy się w klimatyzowane wnętrza South Australian Museum (godna polecenia bogata kolekcja dotycząca Aborygenów i ludów Pacyfiku oraz kapitalna ekspozycja gigantycznej kałamarnicy, ciągnąca się przez 3 piętra), a po południu pojechaliśmy do nadmorskiej dzielnicy Glenelg sprawdzić, czy morska bryza łagodzi choć trochę ten upał.

Łagodzi.

Glenelg przygotowywało się wyraźnie do nocy sylwestrowej. Większość knajp po południu świeciła jeszcze pustkami, chociaż około godz. 18 widać już było pierwszych balowiczów zamierzających przywitać Nowy Rok w jednej z knajpek w Glenelg.

Glenelg, Jetty Road

Glenelg, Jetty Road

Glenelg

plaża w Glenelg

My sami o północy oglądaliśmy fajerwerki na plaży Semaphore, w dodatku pół godziny później niż zwykle (o tyle przesunięta jest strefa czasowa w stosunku do Melbourne i Sydney). Ciekawostką jest, że położone sporo dalej na wschód Brisbane wita Nowy Rok jeszcze o kolejne pół godziny później. Niech ktoś mi powie, że te cuda wyczyniane przez manipulowanie zegarkami są normalne…

cdn…

3 Komentarzy

  1. 23/10/2010    

    Wlasnie w piatek jede do Adelajdy, jak wroce to Wam napisze jak bylo, dla ciekawskich powiem ze wyruszam z Melbourne i cala droge robie za jednym pociagnieciem.

  2. 22/01/2010    

    Pojechaliśmy. Musialem rozbic relacje na 2 czesci, bo bylaby zbyt dluga.

  3. magda magda
    21/01/2010    

    tfu, tfu, tfu-oby nigdy wiecej:)

    A nie pojechaliscie do Hahndorfu????

Dodaj komentarz: