Kategorie
Blog

Interesujące zapytania z Google

Jak wszystkim wiadomo największe źródło i jedyna krynica wiedzy wszelakiej to Google. Poniżej przedstawiam krótki przegląd najciekawszych fraz (pisownia oryginalna), na które odpowiedź Google odnalazł na naszym blogu w ostatnim roku. Nie jestem pewien, czy internauci rzeczywiście znaleźli u nas satysfakcjonującą odpowiedź, więc na wszelki wypadek uzupełniam braki informacji:

  1. co moga mi zrobic jesli sprawdza ze mieszkam w budynku gospodarczym – duch w narodzie nie ginie i żaden okupant nas nigdy nie złamie, tego jestem pewien
  2. co można zrobić w życiu mając 45 lat – kiedyś myślałem, że w tym wieku to już z górki, ale punkt widzenia mi się powoli zmienia…
  3. co zrobic rzeby byc syreną – samolot do Gold Coast, a potem to już wystarczy kropla H2O
  4. szukam męża z melbourne – to jest bardzo popularna kategoria wizowa, ale ja jestem na szczęście zajęty
  5. studenckie max balangi – stare dobre czasy
  6. odradzam wyjazd do australii – to chyba wkład Konrada do naszego bloga, bo ja tam sobie chwalę
  7. mam okres a musze zrobic badania do wizy do australii – przeczekać dla dobra lekarza
  8. koncza sie miejsca na kursach w australii – klituś bajduś
  9. czy 20h pracy wystarcza na utrzymanie w australii – to jest właściwie postawione pytanie!!! odpowiedź: niekoniecznie
  10. jak szybko działa trawka – ja z tym nie mam nic wspólnego, nigdy nie byłem hippisem
  11. czy po tamtej stronie jest mu lepiej – każdy chciałby wiedzieć
  12. co zrobić gdy dziecko nie umie zrobić kupy – zależy w jakim jest wieku
  13. co robić gdy człowiek wpadł do przerębla – na pewno nie należy wtedy szukać odpowiedzi w Google

14 odpowiedzi na “Interesujące zapytania z Google”

@camper
Te opowiesci o wezach i pajakach sa mocno przesadzone. Tak samo jak w Polsce biale niedzwiedzie na ulicach. Najbardziej jadowite weze zyja posrodku Australii, na takim pustynnym odludziu, gdzie nie ma ludzi wiec szanse napotkania sa minimalne, trzeba sie postarac. Bardziej uciazliwe sa muchy latem. Zeby zobaczyc kangura na wolnosci musialem kilka razy jezdzic z 60 km za Melbourne, zanim zoabczylem bo wcale te zwierzaki nie sa takie powszechne ze sie je napotyka na co dzien. Tak to jedynie wyglada na filmach ze Stevenem Irvingiem ze tu pelno roznych zwierzakow a dziobaka to w zoo zobaczylem jedynie, chociaz znajomi byli przekonani ze „dziobak to mi przez okno zaglada”.

Co do dyplomu to prawda. Jak sie nie ma miejscowych papierow to lekko nie jest, ale to zalezy jak komu, znalem takich np. stolarzy co wegetowali o nie mogli nic znalezc a inny stolarz migiem dostal bardzo dobra prace.
To jest kraj kontrastow, same ekstrema sa tu powszechne. Albo sie ma prace dobra albo jakis syf i brak poszanowania.

@Przemek: Skończyłeś dzienną „infe” na PP czy na UAM? – z treści zawartej w blogu wynika, że jesteś z Poznania.

@camper: więcej osób ginie w Polsce od muchomora sromotnikowego niż w Australii od węży. Z tym dyplomem to też różnie można oceniać. Ja do swojego nie przywiązuję jakiejś nabożnej czci, ale uczciwie muszę przyznać, że gdyby nie on tobym w Australii nie mieszkał.

@Konrad: Ja powiem Tobie, że też się zastanawiałem nad wyjazdem do AU, ale jak pomyślałem o tych wszystkich pająkach, wężach to stwierdziłem, że poza Animal Planet nie chcę tej cholernej egzotyki oglądać. Poza tym przeczytałem gdzieś, że polskim dyplomem to sobie można w AU d*** podetrzeć, ile w tym prawdy to nie wiem. W tej drugiej kwestii to jestem ich w stanie zrozumieć. 🙂

@Filip: Dla mnie to byłaby ważna kwestia, dlatego chcąc uatrakcyjnić „najlepsze miasto” powinni przenieść australijski przemysł komercyjny (wszelkie amusement parki) i filmowy z Gold Coast do Melbourne albo wybudować coś podobnego. Wtedy było by to „jeszcze lepsze najlepsze miasto” . A ironie darujmy sobie.
@Przemek: Dobra, dobra… nie przesadzajmy. Biorąc pod uwagę, że w Polsce każdy chce się „nachapać”, to ten argument odpada.

@Konrad, sprawdziłem i musisz się bardziej postarać. Google zlinkował do komcia Magdy, która odradzała wakacje w Perth w środku lata.

@camper: faktycznie żadnego Disneylandu u nas nie ma i trochę mnie to dziwi. Jest jednak sporo mniejszego kalibru atrakcji dla dzieci, więc bardzo nas ten brak nie boli.

@Biszop: po Twoim komentarzu już mogę się spodziewać takich zapytań 😉

Ja bym dodał jeszcze jedno pytanie: Kiedy zmodernizują park rozrywki w Melbourne?!
Atrakcje z owego parku przypominają te z polskich objazdowych karuzeli. W innym australijskim mieście, bardzo daleko od Melbourne, istnieje park spod brandu Warner-a, co prawda nie tak duży jak te amerykańskie, ale jest naprawdę godny uwagi. W dziale OZ na http://www.skyscrapercity.com, ludzie piszą, że rozbudowa parków rozrywki jest w „krainie kangurów” nieopłacalna (sic!). Bardzo dziwne, jeśli wziąć pod uwagę ilość turystów oraz pogodę.

Jakies rozwiniecie tego pkt 6 mile widziane co to Google wynalazlo, na temat tego co ja powypisywalem
bo ja nadal odradzam wyjazd i bede odradzal poniewaz rzeczywistosc jakiej doswiadczam jest bardzo inna od zachwytow szeroko opisywanych w necie nt zycia w Australii.

Hahaha! Dopoki nie szukaja u Ciebie instrukcji jak zmajstrowac bombe to nie masz sie czym martwic 🙂

Dodaj komentarz: