Kategorie
Życie w Australii

Co się dzieje w Melbourne?

Czyli mój stronniczy przegląd prasy.

Footy

Ben Cousins, (nie)sławna gwiazda footy, został przywrócony do łask przez AFL po rocznym zawieszeniu za notoryczne zażywanie narkotyków. Jako warunek podano jednak, że Ben musi przechodzić testy moczu (na obecność prochów) 2 razy w tygodniu, a testy włosów (!!!) 2 razy do roku. Podobno gdy Ben usłyszał te warunki to gorzko zapłakał. Nosił się z myślą o porzuceniu footy na zawsze, ale spryciula menedżer podpowiedział mu, że nie jest tak źle, bo do wiarygodności testu z włosów potrzeba przynajmniej 1 włosa długości min. 4 cm. A takiego na ciele Bena brak, sprawdzono dokładnie! I zadba się żeby to się nie zmieniło.

Inne sporty

Jednak nie samym footy żyje Aussie. Jest jeszcze krykiet. Federacja krykieta Republiki Południowej Afryki zaproponowała aby planowany na Boxing Day mecz testowy rozegrać w Afryce. Zrobiono szybką sondę wśród mieszkańców Melbourne i wszyscy odpowiedzieli, że mecz testowy w Boxing Day – taki mecz trwa proszę państwa 5 (pięć) dni – to część australijskiego dziedzictwa narodowego i MUSI odbyć się na Melbourne Cricket Ground. Sprawa wydaje się zamknięta,

Mafia też tu jest

Siedzącemu właśnie w więzieniu zawodowemu zabójcy na usługach lokalnej włoskiej mafii zmarła matka. W związku z tym wystąpił on o przepustkę, żeby mógł uczestniczyć w pogrzebie. Sąd szybko przejrzał akta, sprawdził liczbę matek, które dzięki mafioso niespodziewanie musiały uczestniczyć w pogrzebach swoich synów i doszedł do wniosku, że koleś może jeszcze posiedzieć, nawet w czasie pogrzebu własnej matki, która pierwsza puszczała mu filmy z Marlonem Brando i Alem Pacino.

Pogrzeb odbył się podobno w tym samym kościele co pogrzeb pierwszej z ofiar mafiosa.

Woda

Melbourne wciąż wysycha. La Nina daje ostro deszczem po wschodnim wybrzeżu, zalewa Sydney i Brisbane, a tymczasem zbiorniki wodne Melbourne wciąż wysychają (obecnie: 33,8% do dna). Ponieważ końca budowy odsalarni wody morskiej nie widać to grozi nam wprowadzenie 4-tego, najwyższego stopnia oszczędności, zabraniającego wszelkiego użycia wody wodociągowej na zewnątrz. Byłby to spory wstrząs dla miasta, więc tymczasowo rząd stanowy postanowił wprowadzić kampanię promującą oszczędności nie tylko na zewnątrz, ale i w domu i postawił przed każdym Melbournianinem cel: max. 155 litrów na dzień. Cel nie jest na razie obowiązkowy.
Dla porównania: przeciętne zużycie wody na mieszkańca wcale nie wysychającego Poznania: 110 litrów na dzień.
Proponuje się też zmianę ceny wody przez podniesienie opłaty stałej (sic!)

Schoolies

Tegoroczni absolwenci wiktoriańskich matur mają właśnie czas balangi. Podobno większość poleciała zatruwać życie na Gold Coast, ale w Melbourne i tak ich słychać, szczególnie w sobotnie noce. Naszemu sąsiadowi wrzucili przez okno (zamknięte) do samochodu butelkę wina (pełną). Butelka się nie rozbiła, okno tak.

Służby medyczne mówią, że co roku na początku września obserwuje się zwiększoną liczbę urodzin dzieci młodocianych matek. Schoolies mówią, że w tym roku prezerwatywy są już „niemodne”. Małe dzieci mały problem?

Gwiazda Południa

Planowane początkowo na najbliższy weekend oficjalne otwarcie największego na półkuli południowej (120m) diabelskiego młyna przesunięto o tydzień. Oficjalnie z powodu kłopotów z dostarczeniem ostatnich części potrzebnych do uruchomienia machiny. Nieoficjalnie zaś ponieważ obawiano się, że wysoka cena przejażdżki ($29) połączona z zapowiadaną na weekend kiepską pogodą przyczyni się do marketingowej klapy tej najnowszej atrakcji najlepszego z miast.

GPS

Pewna rodzina polskich imigrantów kupiła sobie (jako podobno ostatnia w Australii) urządzenie do nawigacji satelitarnej GPS i będzie sprawdzała na sobie jak szybko przebiega proces odmóżdżania poprzez użycie satelitarnego pilota.

4 odpowiedzi na “Co się dzieje w Melbourne?”

Nieprawda, ja wciąż jeżdżę na azymut, wspomagając się czasami UBD (bo Melway mi wyjątkowo nie leży 😉

Niezły post 🙂 Co do wody, to nas bardzo zdziwiła względnie niska cena jak na takie duże zapotrzebowanie na oszczędzanie. Co do GPSa, nie byliście ostatni (chociaż my imigrantami nie jesteśmy) 😉

Dodaj komentarz: